Zapraszamy
na strony czasopism wydawnictwa:

Rolnik DzierżawcaNowoczesna UprawaRolniczy Przegląd TechnicznyHoduj z głową bydłoHoduj z głową świnie


Sonda
Czy otrzymałeś już dopłaty za 2016 r.?
 
Tak, wszystkie
Tak, częściowo
Nie otrzymałem


Artykuł z numeru: 5/2017

Postawili na materiał siewny


Zarówno w uprawach zbóż na materiał siewny jak i na pozostałych polach Stefan Ziętarski ze wsi Słup najczęściej stosuje uprawę uproszczoną (ostatnio pasową). – Jednak nie w każdym przypadku. Czasem używam pługa – zastrzega.

W rodzinie Stefana Ziętarskiego gospodarstwo we wsi Słup (woj. kujawsko-pomorskie) pozostaje od 1860 r. (z przerwą na II wojnę światową). W 1876 r. na podwórzu gospodarczym stanął duży dom mieszkalny, który do dzisiaj służy rodzicom rolnika.

- Przed wojną gospodarstwo obejmowało 60 hektarów, do tego 90 hektarów w dzierżawie, a więc dziadek użytkował 150 hektarów – mówi Stefan Ziętarski. – W czasie wojny grunty i zabudowania przejęli Niemcy. Po wojnie babcia została sama z dwójką dzieci. Ponieważ nie miała możliwości prowadzenia gospodarstwa, oddała je gminie w użytkowanie. Podlegało wtedy pod Zakład Wyrobów Gumowych w Grudziądzu.

W 1960 r. gospodarstwo odzyskali ojciec i wujek Stefana Ziętarskiego. Połowę gruntów sprzedali i zaczęli gospodarzyć na 30 ha. Później dokupywali ziemię. W latach 90. gospodarstwo znów liczyło 90 ha. Rolnicy wyspecjalizowali się w produkcji materiału siewnego zbóż dla Centrali Nasiennej w Grudziądzu.

Z pierwszego rozmnożenia

Stefan Ziętarski z żoną Kamilą przejęli 30 ha z 90-hektarowego gospodarstwa w 1996 r. i w krótkim czasie powiększyli areał do 130 ha. To gleby klasy od IIIa do IVb, głównie IIIb-IVa. Dodatkowo 120 ha we wsi Słup rolnik dzierżawi od prywatnych właścicieli, a niedawno wspólnie z bratem wydzierżawił od spółki Arenda 270-hektarowy popegeerowski majątek we wsi Marusza pod Grudziądzem, 15 km od własnego gospodarstwa. Tam ziemie są trochę słabsze i mniej jest opadów niż w Słupie. – To widać po plonach. W Maruszy zbieramy z hektara średnio o tonę rzepaku i 1,5 tony pszenicy mniej niż w Słupie – przyznaje.

W Maruszy rzepak i pszenicę dzierżawcy uprawiają dla zakładów tłuszczowych i młynów.

- Natomiast w Słupie kontynuujemy tradycję rodzinną i uprawiamy głównie pszenicę ozimą oraz trochę pszenicy jarej i jęczmienia jarego na materiał siewny – mówi Stefan Ziętarski. - Zboża nasienne zajmują około 100 hektarów. Rozmnażamy pięć odmian pszenicy ozimej wykorzystując własne umowy licencyjne i sami sprzedajemy nasiona właścicielom gospodarstw oraz firmom handlowym, ostatnio firmie Agrolok. Są to odmiany KWS Ozon, Julius, Sailor, Arkadia i Jantarka. Współpracujemy także z firmą Procam – reprodukujemy dla niej odmiany wyłącznościowe – Fidelius i Norin. Rozmnażamy też jedną odmianę pszenicy jarej – Goplana i jedną jęczmienia jarego – Penguin.

Po zbiorach ziarno musi być jak najszybciej wyczyszczone. Następnie pracownicy Państwowej Inspekcji Ochrony Roślin i Nasiennictwa pobierają próby. Na ich wyniki czeka się 10-14 dni. Gdy są pozytywne, pod koniec sierpnia rozpoczyna się zaprawianie nasion, a następnie pakowanie. – Odbiorcy kupują u nas materiał kwalifikowany w stopniu C1 – z pierwszego rozmnożenia – mówi Stefan Ziętarski.

Trudniejsza uprawa, wyższa cena

Produkcja nasienna jest trudniejsza niż uprawa zbóż konsumpcyjnych, ponieważ staranniejsza musi być ochrona plantacji. W materiale siewnym inspekcja nie może wykryć żadnych nasion chwastów czy obcych gatunków uprawnych.

Firmy, które kupują nasiona od rolników przyjmują taką kalkulację: cena ziarna konsumpcyjnego powiększona o 20 proc. plus koszty czyszczenia, zaprawiania i pakowania. -   Jeżeli sprzedajemy towar bezpośrednio rolnikom, doliczamy swoją marżę handlową – mówi Stefan Ziętarski. Zbiory z pól nasiennych, które przekroczą zakontraktowane ilości producenci sprzedają jako ziarno konsumpcyjne.

Nasiona magazynowane są w silosach BIN o pojemności 1,1 tys. t oraz w magazynach płaskich o powierzchni 1200 m2. Linia do czyszczenia, zaprawiania i pakowania nasion ma wydajność 6-7 t/godz. W planach rolnicy mają postawienie kolejnych magazynów, ponieważ w czasie żniw nie wystarcza im powierzchni na konfekcjonowany materiał, mimo że firmy nasienne sukcesywnie odbierają zapakowane nasiona. – To najgorętszy okres w gospodarstwie – przełom sierpnia i września, ponieważ dochodzi jeszcze siew rzepaku – mówi rolnik.

Kukurydza i groszek

Oprócz zbóż na materiał siewny rolnicy uprawiają pszenicę konsumpcyjną i rzepak, a także od 1990 r. w ramach dywersyfikacji produkcji, warzywa – kukurydzę cukrową (na ponad 30 ha) i zielony groszek (na 40 ha), który rozwiązuje też problem zazieleniania. Warzywa idealnie wpasowały się w płodozmian. Groszek trafia na to samo pole co 4-5 lat. Gdyby był wysiewany w krótszych odstępach czasu mógłby być porażany przez askochytozę i inne choroby grzybowe. W dobrym sezonie rolnicy zbierają ok. 7 t z ha, a w lata suche prawie o połowę mniej.

Technologia uprawy kukurydzy cukrowej jest podobna do kukurydzy paszowej. Tu także problemem jest omacnica prosowianka, dlatego to warzywo uprawiane jest w technologii orkowej, żeby po zbiorach zniszczyć larwy szkodnika. Ponadto omacnica zwalczana jest chemicznie. Średni plon kukurydzy to 15 t/ha, ale zdarza się też 20 t. Dwa lata temu, w słabym dla kukurydzy roku Stefan Ziętarski zebrał tylko 7 t/ha.

Warzywa kontraktują Warmińskie Zakłady Przetwórstwa Owocowo-Warzywnego w Kwidzynie. Zysk z nich jest porównywalny z zyskiem z materiału siewnego zbóż, chociaż groszek i kukurydza są bardziej ryzykownymi uprawami, ponieważ są bardziej wrażliwe na suszę. A pola w gospodarstwie nie są nawadniane.

- Warzywa zbieramy maszynowo, więc te uprawy nie są pracochłonne i doskonale można je połączyć z uprawą gatunków rolniczych – przekonuje Stefan Ziętarski. – Groszek zbieramy własnym kombajnem, a kukurydzę zbiera specjalny kombajn z zakładów w Kwidzynie, który obrywa kolby.

Pług, gruber, agregat?

Zarówno w uprawach nasiennych jak i na pozostałych polach rolnicy najczęściej stosują uprawą uproszczoną – bez orki. – Jednak nie w każdym przypadku. Czasem używamy pługa – przyznaje Stefan Ziętarski. – Tylko pod pszenicę nigdy nie orzemy gleby, ponieważ przychodzi ona po zielonym groszku i po rzepaku. Wtedy uprawiamy glebę wyłącznie gruberem na głębokość 25 centymetrów. Dopiero po nim idzie agregat uprawowo-siewny, bo nie robimy uprawek i siewu w jednym przejeździe.

Rzepak od dwóch sezonów uprawiają w trzech technologiach: orkowej, uproszczonej (głębsze spulchnianie całej powierzchni pola) oraz strip-till (uprawa pasowa) agregatem firmy Czajkowski. Na razie nie kupili maszyny – korzystają z usług. – Sprawdzimy, jakie efekty przyniesie uprawa pasowa w tym roku, bo w ubiegłym coś nie wyszło. Był to jednak specyficzny sezon, rzepak częściowo wymarzł w zimie. Tą metodą uprawiałem odmianę mieszańcową, a obok rosła odmiana populacyjna uprawiana orkowo i trzeba przyznać, że lepiej poradziła sobie z mrozami. Może dlatego, że uprawiany pasowo rzepak już jesienią był większy od odmiany populacyjnej, dlatego gorzej zniósł trudną zimę. Na szczęście nie trzeba było przesiewać pola – opowiada Stefan Ziętarski. Z kolei w gospodarstwie w Maruszy w ubiegłym sezonie rzepak ucierpiał z powodu wiosennej suszy i może dlatego uprawa pasowa nie dała żadnej zwyżki plonów, mimo że ma ona zachować więcej wody w glebie niż uprawa orkowa.

Rolnik nie zniechęcił się i w tym roku uprawia jedną odmianę rzepaku na jednym polu na trzy sposoby. – Łatwiej wtedy można porównać różne metody uprawy – wyjaśnia. – W tym roku rzepak we wszystkich trzech technologiach wygląda ładnie.

Na razie tańsza jest metoda orkowa oraz uproszczona, ponieważ gospodarz uprawia ziemię własnymi maszynami, a do uprawy pasowej musi wynająć agregat. – Każda technologia ma plusy i minusy i nie zawsze pasuje do każdych warunków i do każdej gleby – ocenia. – Technologia pasowa jest bardzo ryzykowna w uprawie kukurydzy, ponieważ nie niszczy larw omacnicy prosowianki. Trzeba z niej zrezygnować także wtedy, gdy gleba wiosną jest za mokra. Wtedy robi się jakąś uprawkę, przesusza ziemię i dopiero sieje, a nie wjeżdża siewnikiem na mokre pole. Z pewnością będę czasem korzystał z technologii pasowej, ale raczej wynajmę maszynę. Chyba nie kupię takiego agregatu. 

Rolnik część pól rzepaku obsiewa siewnikiem Focus firmy Horsch. – Jest prostszy w obsłudze niż agregat firmy Czajkowski, który z kolei jest bardziej uniwersalny, ponieważ nadaje się do siewu wszystkich nasion. Ale Focus też nie sprawdza się w każdych warunkach – mówi.

Cały tekst można przeczytać w majowym numerze miesięcznika „Przedsiębiorca Rolny”
 
Małgorzata Felińska
Fot. Tytus Żmijewski


Komentarze
Dodaj komentarz
Zobacz wszystkie komentarze
 
© 2013 copyright APRA, wszelkie prawa zastrzeżone