Zapraszamy
na strony czasopism wydawnictwa:

Rolnik DzierżawcaNowoczesna UprawaRolniczy Przegląd TechnicznyHoduj z głową bydłoHoduj z głową świnie


Sonda
Jak oceniasz swoje zbiory kukurydzy na kiszonkę?
 
Dobrze
Źle
Trudno powiedzieć


Artykuł z numeru: 6/2017

Uzależnieni od dyskontów


Każdego roku kilka lub nawet kilkanaście zakładów mięsnych staje się niewypłacalnych. Większość z nich zajmuje się ubojem i rozbiórką mięsa.

Firma ubezpieczeniowo-finansowa Euler Hermes podaje, że w ub.r. niewypłacalnych (zgłoszone upadłości oraz działania naprawcze) było dziewięć firm o obrotach od kilkunastu do kilkudziesięciu milionów złotych. Ich zsumowany obrót w poprzednich latach wahał się między 200 a 300 mln zł. Zatrudniały 800-900 osób. Były wśród nich m.in. trzy firmy z woj. kujawsko-pomorskiego, dwie z Wielkopolski i tyle samo z Mazowsza. Dwa lata temu niewypłacalność ogłosiły tylko dwie firmy o obrotach poniżej 10 mln zł, zatrudniające prawdopodobnie mniej niż 50 osób. Natomiast w 2014 r. upadło aż 18 zakładów mięsnych, w tym duże firmy o obrotach przekraczających 30 mln, a nawet 100 mln zł. Zatrudniały 1600-1700 pracowników. Niewypłacalność ogłosiło wówczas m.in. sześć firm z Wielkopolski oraz trzy z woj. kujawsko-pomorskiego. Spośród 18 zakładów 17 miało PKD – ubój, produkcja świeżego, schłodzonego lub zamrożonego mięsa w tuszach i kawałkach. W 2016 r. wszystkie.

Presja na ceny

- Branża ubojowa od zawsze miała niższą rentowność niż branża przetwórcza. Wynika to z kilku czynników, a jednym z nich są umowy z sieciami dystrybucyjnymi. Często zakłady nie mają wpływu na zmianę proponowanych przez nie cen, co przy wzroście wartości żywca stwarza ogromne ryzyko dla ubojni. Zwłaszcza, że już działają na niewielkich marżach, które niejednokrotnie nie przekraczają jednego procenta – wyjaśnia Witold Choiński, prezes Związku Polskie Mięso. - Zakłady przetwórcze są w nieco lepszej sytuacji, ponieważ mają większą swobodę w zakupie surowca.

Działania tzw. nowoczesnej dystrybucji, czyli sieci dyskontów, hipermarketów itp., a także nadpodaż mocy produkcyjnych w wielu zakładach, to – zdaniem prezesa ZPM – dwa główne czynniki, które wywierają obecnie największy wpływ na kondycję firm z branży mięsnej. Jak szacuje, za ich pośrednictwem do konsumenta trafia nawet 60-70 proc. mięsa. - Korzystając z tego, że na rynku występują duże zapasy mocy produkcyjnych, sieci handlowe wywierają stałą presję na obniżanie ceny, zwiększając jednocześnie wymagania co do jakości – zaznacza Choiński. – Część firm świadomie wchodzi w taką współpracę, ponieważ nie ma innego wyjścia, musi przecież gdzieś sprzedać swój towar. Ale są i takie, które nie zdają sobie sprawy, jakie to będzie miało konsekwencje w przyszłości. Zazwyczaj w pierwszym roku współpracy dostają przystępne warunki, ale w kolejnych latach to się zmienia – mówi prezes ZPM.

Problem polega na tym, że nowoczesna dystrybucja coraz bardziej uzależnia od siebie zakłady wymagając, by produkowały pod ich marką. – Mamy sygnały od wielu firm, że udział tego asortymentu stale rośnie – wskazuje Choiński. – Potwierdzają też, że spada sprzedaż wyrobów tradycyjnymi kanałami dystrybucji, na przykład poprzez hurtownie i sklepy na rzecz dyskontów, średnio o pięć procent rocznie, a w ubiegłym roku nawet o 10 procent.

Utracone rynki

Prezes Choiński wskazuje także na duży wpływ afrykańskiego pomoru świń na kondycję branży mięsnej w Polsce. – Zostaliśmy wykluczeni z kilku bardzo ważnych rynków. Mowa przede wszystkim o Chinach, Japonii oraz Korei Południowej, ale także o Tajwanie, Rosji i wielu innych, które rozwijały się  dynamicznie. W 2013 roku wysłaliśmy do Chin ponad trzykrotnie więcej mięsa wieprzowego niż rok wcześniej, a więc nasza współpraca zapowiadała się naprawdę dobrze – przypomina.

Szef ZPM przyznaje, iż częściowo uratowało nas to, że inne kraje europejskie zwiększyły eksport do Chin, dzięki czemu możemy więcej wysyłać na ich rynki. Ale, jak zaznacza, to jeszcze bardziej uzależniło nas od państw unijnych. Tymczasem powinniśmy dywersyfikować sprzedaż. Nieustannie trwają rozmowy z wieloma krajami, w tym z Chinami w sprawie otwarcia rynku dla naszej wieprzowiny. – Wspólnie z ministerstwem rolnictwa oraz z Inspekcją Weterynaryjną walczymy, żeby zmienić trochę zasady handlu z krajami, na których terytorium wystąpił ASF. Chodzi nam o to, by sankcje były nakładane tylko wówczas, gdy choroba występuje regularnie w stadach trzody chlewnej – wyjaśnia Choiński.

Według danych Euler Hermes, w ciągu ostatnich trzech lat na Podlasiu, czyli w województwie w którym występuje ASF, tylko jeden zakład mięsny ogłosił niewypłacalność. Przy czym nie wiadomo, czy miało to bezpośredni związek z chorobą. – Generalnie firmy nie chciały kupować mięsa pochodzącego z terenów występowania ASF, ponieważ to wiązało się z utratą możliwości dostaw do nowoczesnej dystrybucji, która wyraźnie powiedziała, że nie chce mięsa z żadnej ze stref – mówi Choiński. - Jako organizacja wykonaliśmy ogromną pracę, żeby namówić jedną czy dwie firmy do współpracy z tamtejszymi rolnikami.

Strategia na przyszłość

Prezes Choiński nie ma wątpliwości, że aby wzmocnić branżę mięsną musimy walczyć o odzyskanie utraconych rynków. Jego zdaniem, niezbędne są także rozwiązania prawne, które ograniczyłyby dominującą pozycję nowoczesnej dystrybucji względem zakładów mięsnych, np. dotyczące marek własnych. – Trzeba też wprowadzać pewne strategie rozwoju dla poszczególnych branż. W tej chwili, we współpracy z kilkoma organizacjami przygotowujemy taką strategię dla sektora wołowiny. Moim zdaniem, podobną trzeba by opracować dla sektora wieprzowego. Przede wszystkim po to, żeby zadbać o budowę podstawowego stada hodowlanego – wskazuje szef ZPM. – Ten sektor musi rozwijać się dwukierunkowo poprzez małe i duże hodowle. Małe znajdą sobie nisze w produkcji ekologicznej, wolnej od GMO, czy też w chowie ras tradycyjnych, na które rośnie popyt. Natomiast duże będą doskonałym partnerem dla zakładów o większych mocach przerobowych. Niedobór dużych hodowli sprawia, że firmy muszą i będą musiały posiłkować się importem z zagranicy. Jeśli tego nie zrozumiemy i nie zmienimy, to nie zmienimy całej branży – tłumaczy Choiński. – Trzeba popracować także nad grupami producenckimi, aby wszyscy ich członkowie prowadzili chów według jednakowych standardów, dostarczając surowiec o określonych parametrach – dodaje. - Jak widać  obszarów, które należałoby poprawić lub zmienić jest naprawdę wiele.

Zdaniem prezesa Choińskiego, w najtrudniejszej sytuacji są i prawdopodobnie będą średnie rodzinne zakłady, których obroty i rentowność nie pozwalają na inwestycje w nowe, bardziej opłacalne obszary produkcji. - Jednym z rozwiązań jest dla nich konsolidacja, która pozwoli na specjalizację produkcji i obniżanie kosztów. Niestety, ten proces przebiega za wolno – zauważa prezes ZPM.

Lepiej będą radziły sobie duże i małe zakłady mięsne. Te pierwsze, dzięki możliwościom finansowym mogą rozwijać ofertę nowoczesnych, innowacyjnych i zgodnych z trendami konsumenckimi dań z mięsa, które cieszą się coraz większą popularnością, natomiast dla małych szansą są nisze rynkowe, np. żywność ekologiczna.

Cały tekst można przeczytać w czerwcowym numerze miesięcznika „Przedsiębiorca Rolny”

Alicja Siuda
Fot. Tytus Żmijewski


Komentarze
Dodaj komentarz
Zobacz wszystkie komentarze
 
© 2013 copyright APRA, wszelkie prawa zastrzeżone