Zapraszamy
na strony czasopism wydawnictwa:

Rolnik DzierżawcaNowoczesna UprawaRolniczy Przegląd TechnicznyHoduj z głową bydłoHoduj z głową świnie


Sonda
Jak oceniasz swoje zbiory kukurydzy na kiszonkę?
 
Dobrze
Źle
Trudno powiedzieć


Artykuł z numeru: 6/2017

Hodowla potrzebuje wsparcia


Zdaniem ekspertów z branży rolnej, krajowa produkcja bydła mięsnego i mlecznego ma potencjał. Trzeba jednak podjąć konkretne działania, aby ją rozwinąć.

Jak podaje Główny Urząd Statystyczny, w grudniu ub.r. pogłowie bydła ogółem wyniosło 5985,1 tys. szt., a więc wzrosło w ciągu roku o 3,9 proc. Krów było 2334,1 tys., w tym mlecznych 2160,5 tys.

Rozdrobnienie produkcji

W Polsce produkcja bydła mięsnego oraz mleka skupia się głównie w małych i średnich gospodarstwach. Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi informuje, że w czerwcu 2015 r. 62 proc. krajowego pogłowia bydła mlecznego rolnicy utrzymywali w stadach poniżej 30 krów, podczas gdy w krajach UE-15 było to tylko 7,7 proc. Liczba gospodarstw zajmujących się produkcją mleka wynosiła w Polsce blisko 265 tys. i była o 7,3 proc. mniejsza niż w 2014 r. Spadła przede wszystkim liczba producentów utrzymujących do dziewięciu krów mlecznych (o 9 proc.) oraz 10-29 ( o 4,5 proc.). Wzrosła natomiast liczba gospodarstw utrzymujących ponad 30 krów (o 6 proc.). Średnia obsada krów mlecznych wynosiła 8,6 na gospodarstwo i była ponad sześć razy niższa od średniej unijnej. Struktura pogłowia ulega więc poprawie, ale nadal dominują gospodarstwa małe, utrzymujące 10-29 krów (40 proc.). Według szacunków Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej-PIB w Warszawie, w 2015 r. wyprodukowaliśmy 12,7 mld l mleka, a w 2016 r. prawie 12,8 mld l. W 2017 r. najprawdopodobniej będzie to 12,9 mld l.

Mali i średni producenci zdominowali także produkcję żywca wołowego. Polskie Zrzeszenie Producentów Bydła Mięsnego, opierając się na raportach Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa wskazuje, że w 2015 r. 85 proc. gospodarstw utrzymywało mniej niż 10 szt. bydła dorosłego, 13 proc. - 10-50 szt., a tylko 2 proc. ponad 50 szt. W przypadku młodego bydła w wieku 1-2 lat największą grupę (63 proc.) stanowiły gospodarstwa utrzymujące do 3 szt., następnie 3-5 szt. (17 proc.), 5-10 szt. (15 proc.) i na końcu 10-50 szt. (5 proc.). Nie było natomiast gospodarstw utrzymujących ponad 50 szt.

Precyzja w zarządzaniu

Naukowcy z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu pod kierownictwem prof. Ryszarda Skrzypka w opracowaniu dla sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi podkreślają, że rozdrobnienie produkcji w Polsce nie sprzyja rozwojowi chowu bydła mięsnego i mlecznego. Zalecają rozwój współpracy między rolnikami w grupach producenckich, a także między grupami i zakładami mięsnymi, ponieważ sprzyja to wymianie wiedzy i doświadczenia, a także ogranicza udział pośredników w dostawie zwierząt do rzeźni, który obecnie jest zbyt duży.

Ich zdaniem, w niewielkich gospodarstwach mlecznych, które nadal chcą prowadzić produkcję mleka, należałoby zająć się zwiększaniem długowieczności krów. Specjaliści wskazują, że współcześnie krowy głównych ras mlecznych użytkowane są nieco ponad trzy lata, tymczasem ich potencjał biologiczny jest co najmniej dwukrotnie większy. „Aby to osiągnąć musiałoby ulec radykalnemu obniżeniu brakowanie krów, którego główną przyczyną są: niepłodność oraz choroby wymienia i racic” – czytamy w opracowaniu. Wskazują ponadto, że alternatywą dla mniejszych gospodarstw chcących nadal pozostać przy chowie bydła jest przekwalifikowanie się i podjęcie kontraktowego chowu samic we fragmencie ich życia, np. wychowu jałówek reprodukcyjnych lub prowadzenie opasu młodych zwierząt obu płci w określonym przedziale czasowym, np. po odsadzeniu. Zdaniem PZPBM, taką specjalizację można by podjąć także przy produkcji wołowiny, zwłaszcza w fazie odpajania cieląt oraz wzrostu i finiszu.

W małych gospodarstwach kuleje także poziom organizacji produkcji, chociaż, zdaniem przedstawicieli UP, nawet one mogą wzorować się na precyzyjnym zarządzaniu, stosowanym w stadach bydła mlecznego. Przydatne będą najprostsze metody, np. ocena wypełnienia żwacza (RFS). Zdaniem naukowców, w stadach bydła mięsnego należy wprowadzić regularną profesjonalną korekcję racic. Twierdzą nawet, że dla krów mięsnych ma ona większe znaczenie niż dla mlecznych, ponieważ te pierwsze dłużej niż mleczne utrzymywane są w gospodarstwie.  

Eksperci polecają, by w technologii chowu bydła mięsnego stawiać przede wszystkim na system pastwiskowy, który obniża koszty żywienia i pasz oraz wiąże się z mniejszymi kosztami weterynaryjnymi. Dużą przeszkodą w jego prowadzeniu mogą być jednak nieżyciowe przepisy bhp oraz ich niezgodność z przepisami dobrostanu zwierząt, co należałoby zmienić.

W przypadku bydła mlecznego niezbędne może okazać się opanowanie nieznanych dotychczas umiejętności, np. zarządzania epigenomem, mikrobionem oraz programowania metabolicznego, ponieważ w organizacji produkcji konieczny będzie rozwój nowoczesnych metod zarządzania precyzyjnego, które pozwolą lepiej monitorować ekonomikę produkcji mleka, a także efektywniej kierować stadami na podstawie dostępnych wskaźników diagnostycznych. Nadal trzeba zwiększać zasięg oceny użytkowości mlecznej, a także liczbę parametrów badanych w mleku. Zdaniem naukowców, istotne będzie też zwiększanie częstotliwości udojów testowych.

Ocena potencjału

W ub.r. Polska Federacja Hodowców Bydła i Producentów Mleka oceniła wartość użytkową 768 748,9  krów mlecznych (35,69 proc. pogłowia ogółem). Prowadziła także księgi bydła hodowlanego ras mlecznych. W strukturze ocenianych stad dominowała rasa holsztyńsko-fryzyjska, która stanowiła 97 proc. Podobne działania dla bydła mięsnego prowadził Polski Związek Hodowców i Producentów Bydła Mięsnego. W 2010 r. organizacja miała pod oceną użytkowości 16 436 czystorasowych krów ras mięsnych, a obecnie 25 tys. Jak zauważa PZHiPBM, od dwóch lat liczba sztuk pod oceną nie wzrasta, ponieważ duzi hodowcy muszą ponosić całkowity koszt oceny, a nie jak do tej pory tylko 30 proc.

Przedstawiciele mleczarzy podkreślają, że zgodnie z prawem unijnym konieczne jest przekazanie hodowcom także oceny wartości hodowlanej, tak jak to funkcjonuje w pozostałych krajach unijnych, z wyjątkiem Francji, która właśnie rozpoczęła przekazywanie jej w ręce farmerów. PFHiPM wskazuje, że stosowane obecnie metody oceny wartości hodowlanej (genomowej) wielu cech są przestarzałe, ich częstotliwość jest niska (tylko trzy razy do roku) i pobiera się za nią wysokie opłaty, mimo że jest finansowana z budżetu państwa. Organizacja wytyka ministerstwu rolnictwa bardzo niski stopień zaangażowania resortu w strategię rozwoju hodowli bydła ras mlecznych oraz w finansowanie badań przemysłowych. Wskazuje na źle przeprowadzoną prywatyzację polskich stacji unasienniania, które są zainteresowane jedynie zyskami, a nie postępem hodowlanym. Negatywnie ocenia także brak obowiązku rejestracji każdej usługi inseminacyjnej, co jest standardem w Europie Zachodniej oraz brak współpracy między podmiotami zajmującymi się programami oceny i selekcji buhajów. Zaniedbania w rodzimej hodowli wpływają na duży udział importu materiału genetycznego. „W ostatnim czasie import nasienia stanowi ponad 50 proc. i stale się zwiększa. Co więcej, analizy pokazują, że importowane nasienie jest bardzo niskiej jakości”- czytamy w opracowaniu PFHBiPM. Wiele do życzenia pozostawia także stan zdrowotny stad, który utrudnia prowadzenie pracy hodowlanej.

Według tej organizacji, bydło mleczne jest ostatnim gatunkiem, w którym Polska ma szansę na prowadzenie hodowli. Od listopada przyszłego roku mają zacząć obowiązywać nowe przepisy unijne, które ułatwią wejście na nasz rynek zagranicznych podmiotów zajmujących się nie tylko oceną użytkowości, ale także innymi elementami prac hodowlanych. Dlatego aby zachować hodowlę w polskich rękach potrzeba jej dynamicznego rozwoju, m.in. wsparcia budowy populacji referencyjnej krów i gromadzenia informacji o nowych cechach, np. charakteryzujących mastitis czy choroby racic. Jak zauważa PFHBiPM, w wielu krajach tego typu programy wspierane są przez środki budżetowe.

Zarówno federacja jak i naukowcy z UP w Poznaniu wskazują, że w przypadku bydła mięsnego, ze względu na małą wielkość ocenianych populacji, stosowanie nowoczesnych metod oceny wartości hodowlanej jest niemożliwe. Szansę na doskonalenie genetyczne daje natomiast selekcja genomowa. Jej stosowanie wymaga jednak współpracy międzynarodowej i dużych nakładów finansowych. PZPBM podkreśla, że niezbędne jest wsparcie programów postępu biologicznego w hodowli bydła ras mięsnych i produkcji żywca wołowego, ale jednocześnie trzeba uświadamiać rolników i firmy zajmujące się rozprowadzaniem nasienia do inseminacji, że jego jakość wpływa na efekty ekonomiczne produkcji. Zdaniem związku, takie działania mogłyby zwiększyć popyt na dobry materiał genetyczny, bo póki co największą popularnością cieszy się nasienie w niższej cenie, którego jakość często pozostawia wiele do życzenia.  

Cały tekst można przeczytać w czerwcowym numerze miesięcznika „Przedsiębiorca Rolny”

Alicja Siuda
Fot. Tytus Żmijewski


Komentarze
Dodaj komentarz
Zobacz wszystkie komentarze
 
© 2013 copyright APRA, wszelkie prawa zastrzeżone