Zapraszamy
na strony czasopism wydawnictwa:

Rolnik DzierżawcaNowoczesna UprawaRolniczy Przegląd TechnicznyHoduj z głową bydłoHoduj z głową świnie


Sonda
Czy odwiedzasz targi i wystawy rolnicze?
 
Tak, czesto
Tak, rzadko
Nie, nigdy


Artykuł z numeru: 7/2017

Dążę do doskonałości


Czy trzy lata wystarczą, żeby doprowadzić do dobrej kultury rolnej zaniedbane grunty i prawie od podstaw wybudować obiekty gospodarcze oraz administracyjne? Tak, jeśli podchodzi się do rolnictwa z pasją i nie brakuje kapitału.

Sarna spółka z o.o. powstała niedawno – 22 stycznia 2014 r., w malowniczo położonej miejscowości Sarna w gminie Małdyty (woj. warmińsko-mazurskie). - Najpierw kupiliśmy 280 hektarów w Sarnie, a do tego od innego rolnika w bezpośrednim sąsiedztwie kolejnych 14 hektarów z zabudowanym podwórzem gospodarczym – mówi Artur Dybich, prezes spółki, której właścicielami są Sylwia i Piotr Krupa (należy do niego wrocławska firma windykacyjna Kruk).  

W 2015 r. spółka kupiła w Wakarowie 300 ha z zabudowaniami – oborami i stajniami, które obecnie służą jako magazyny. W 2016 r. powiększyła majątek o kolejne 89 ha z zabudowaniami po byłym PGR i z zespołem dworsko-parkowym w niedalekim Zajezierzu-Małdytach. Obiekt kupiła od Agencji Nieruchomości Rolnych z rozłożeniem ceny na raty na 15 lat. Następny nabytek to 30 ha od prywatnego właściciela w Królewie. Łącznie spółka Sarna gospodaruje na prawie 750 ha, z tym że 50 ha to lasy i nieużytki.

Początki były trudne. – Nie miałem żadnego pracownika, żadnej maszyny, tylko ziemię i budynki gospodarcze pozostawiające dużo do życzenia – wspomina prezes spółki. – Usiadłem w rozwalonym budynku z kartką i długopisem i zacząłem wypisywać, co chcę zrobić, w jakiej kolejności. Tych spraw było tak dużo, że pracowałem po nocach. Zrobiłem nawet projekty przebudowy obiektów inwentarskich tak, żeby je dostosować do potrzeb spółki. Oczywiście te pomysły musiał zatwierdzić projektant.

Udało się. Dzisiaj gospodarstwo przyciąga wzrok wspaniale odrestaurowanymi budynkami. Mają odnowione elewacje i całkowicie zmienione wnętrza. W dawnej chlewni mieszczą się biura i pomieszczenia dla pracowników. Spółka zatrudnia 15 osób.

Konieczne wapnowanie i melioracja

- Głównym przedmiotem naszej działalności jest produkcja roślinna – mówi prezes Dybich i wspomina, że grunty, które kupili były w opłakanym stanie, o czym wiedzieli właściciele. - Odczyn nie przekraczał 5, więc teraz nadal wapnujemy, żeby podnieść pH. W tym roku kupiłem ponad 2 tysiące ton wapna Nordkalk. Firma Agrovena w Barcianach pobiera u nas co roku próby glebowe i wykonuje analizy, dzięki temu stosujemy zróżnicowane nawożenie. Zostało już tylko kilka kawałków, na których pH jest poniżej 6, ale w większości przypadków ma wyższą wartość. Od okolicznych rolników kupujemy obornik i kurzak, niestety za mało jest ferm położonych blisko, więc też nawozów organicznych stosujemy za mało.

Pola potrzebują nie tylko próchnicy, także dobrej melioracji. Stara poniemiecka nie działa, do czego przyczyniły się PGR-y, stosując głęboką orkę na polach z płytko ułożonymi drenami. – Dużo nas kosztuje odbudowa systemu melioracyjnego. Zatrudniłem fachowca melioranta, mamy dwie koparki tylko do prac melioracyjnych. Musimy odtworzyć rowy, stawy i dreny. Odkopujemy zasypane studnie na polach. Odzyskaliśmy na razie około 40 hektarów ziemi, bo została odwodniona – mówi prezes. – Wcześniej nie można tam było wjechać z ciężkim sprzętem, a dzisiaj uprawiamy te pola. Na razie nie chce tam nic rosnąć ze względu na bardzo niski odczyn, ale mam nadzieję, że uda się nam przywrócić te grunty do produkcji. Czeka nas tu jednak ogrom pracy – twierdzi prezes Dybich.

W systemie bezorkowym

Wszystkie ciągniki (marki John Deere) pracujące w Sarnie wyposażone są w GPS. - Jeszcze nie stosujemy precyzyjnego nawożenia i ochrony roślin – wyjaśnia prezes spółki. – To dla nas za wcześnie. Żeby wprowadzić rolnictwo precyzyjne trzeba mieć ziemię w dobrej kulturze i tylko uzupełniać brakujące składniki. Tymczasem my na razie musimy stosować duże dawki nawozów, żeby uzupełnić zapasy makro- i mikroskładników w glebie.

Artur Dybich przyznaje, że spółka używa traktorów John Deere, mimo że sprzedaje Ursusy (o czym dalej), tylko ze względów ekonomicznych – Na ten areał musiałbym kupić 20 największych Ursusów z silnikami o mocy 110 KM i zatrudnić 20 operatorów. Ciągniki John Deere są znacznie większe, więc wystarczą nam tylko trzy o mocy 370, 250 i 180 KM – mówi.

Do nich gospodarstwo ma dwa opryskiwacze (John Deere oraz samojezdny na wysokich kołach Matrot), agregat uprawowo-siewny Pronto firmy Horsch oraz bronę talerzową i kultywator Terrano także Horscha.

Obecne grunty orne w momencie kupna były łąkami. – Zaoraliśmy je. Wtedy po raz pierwszy i ostatni użyłem pługa. Od tego czasu wszystkie pola uprawiamy w systemie bezorkowym – zdradza Artur Dybich - Na rżysko wjeżdżamy z broną talerzową, później jedzie ciągnik z kultywatorem, a po nim agregat uprawowo-siewny, który jednocześnie wprowadza do gleby nawóz pod korzeń. Zdecydowałem się na uprawę bezorkową, ponieważ jest mniej kosztowna od orkowej. Poza tym lubię nowości i dużo czytałem na ten temat. Bardzo mi się ten system spodobał. W ciągu dwóch lat zamierzam pójść dalej i wprowadzić uprawą pasową. Wymaga to oczywiście kupna specjalnego agregatu uprawowo-siewnego, ale starsze maszyny nadal przydadzą się do uprawy gleby pod niektóre gatunki. Na przykład po kukurydzy dobrze jest zastosować bronę talerzową i dopiero po niej wjechać z agregatem do strip-till. Siewnik Horscha pójdzie jednak w odstawkę.

Prezes każdą wolną chwilę spędza na polach i kombinuje, co by tu ulepszyć. – Dążę do doskonałości – przyznaje. – Chciałbym, żeby rolnicy przyjeżdżali do Sarny i podglądali nasze metody. I chyba mi się to udaje, bo już przyjeżdżają i podglądają. Zmieniają też swoje gospodarstwa. Bardzo mnie cieszy, że stajemy się wzorcem dla okolicznych gospodarzy.

A może olej lniany?

Spółka na glebach klasy IV a i b z niewielkim udziałem klasy III uprawia rzepak ozimy (w tym roku 250 ha, plony z poprzednich lat to od 3 do 5,2 t z ha), pszenicę ozimą (380 ha, plony  od 6,5 do 10 t z ha) i bobik na ziarno (60 ha), który na tym terenie daje wysokie plony. Raz, w pierwszym roku po kupnie ziemi na polach rosła też kukurydza. – W tym roku po raz pierwszy zasialiśmy len na ziarno na 25 hektarach. To świetny płodozmian, a ja nie chcę stosować monokultury. Zbierzemy nasiona lnu kombajnem zbożowym. Jeśli będę miał problem ze zbytem, kupię tłocznię i sami zaczniemy tłoczyć olej lniany na zimno – zapowiada prezes spółki Sarna. – Jest zdrowy i bardzo modny, więc nie przewiduję kłopotów z jego sprzedażą.

Artur Dybich uprawia odmiany populacyjne rzepaku (ze względu na wysokie koszty materiału siewnego odmiany hybrydowych): – W naszym gospodarstwie nie widzę tak dużej różnicy w plonach, która uzasadniałaby uprawę odmian F1. Na polach rosną cztery odmiany rzepaku – trzy ubiegłoroczne, sprawdzone, i jedna nowa: Pamela, Ricky, Adriana i Bellevue. – Zwracam uwagę głównie na zimotrwałość (tylko powyżej 5) i na plonowanie – mówi prezes Dybich. Odmiany pszenicy ozimej to: Skagen, Linus, Julius, Kilimanjaro i Ostroga. Ta ostatnia, oścista, wysiewana jest w sąsiedztwie lasów ze względu na mniejsze szkody, które wyrządza w niej dzika zwierzyna.

Gospodarstwo nie ma problemów z masowym pojawem szkodników (także śmietki kapuścianej na rzepaku) czy z większym nasileniem chorób grzybowych. Dlatego – jak wyjaśnia prezes spółki – że choć ziemia była zaniedbana, wypoczęła, uwolniła się od zarodników grzybów i szkodników.

W Sarnie albo panuje susza, albo bez przerwy leje, ale kilkuletnie obserwacje wykazują, że z roku na rok opadów jest coraz mniej. Ubiegły rok był bardzo suchy, wody w glebie brakowało, ten sezon natomiast będzie mokry. – Już się martwię, jak zebrać zboża, dlatego że mamy tylko jeden kombajn. Co prawda jest to największy kombajn John Deere, ale prawdopodobnie będę musiał skorzystać dodatkowo ze zbioru usługowego, żeby żniwa zakończyć w dwa tygodnie – przewiduje Artur Dybich.

Gospodarstwo ma własną suszarnię, więc wilgotne ziarno nie jest problemem. Wystarczy też powierzchni do przechowywania – w silosach i magazynach płaskich zmieści się 6 tys. t.

Dealer Ursusa i Akpilu

W kwietniu 2016 r. spółka Sarna podpisała umowy dealerskie z Ursusem (ma wyłączność na woj. warmińsko-mazurskie) oraz z firmą Akpil i rozpoczęła sprzedaż ciągników, maszyn rolniczych oraz świadczenie usług serwisowych. Tymczasowy punkt dealerski powstał w gospodarstwie w Sarnie. - W ciągu roku w Małdytach udało mi się odnowić jeden budynek o powierzchni 1000 metrów kwadratowych, a w miejscu po drewnianej stodole stanął obiekt podobny do wcześniejszego. Tam jeszcze w tym roku otwarte zostanie Warmińsko-Mazurskie Centrum Rolnictwa SarnaAgro. Chcemy zapewnić rolnikom w jednym miejscu możliwość zakupu ciągników, maszyn rolniczych, części zamiennych oraz obsługę gwarancyjną i pogwarancyjną. Później w naszej ofercie znajdą się również środki ochrony roślin, nawozy i materiał siewny. Zaproponujemy także skup płodów rolnych – zapewnia prezes Dybich. – Planujemy kompleksową obsługę rolników, łącznie z doradztwem. Towar będziemy też dowozili do gospodarstw. Wystarczy do nas zadzwonić.

W centrum będzie można kupić także maszyny firm Bury i Agrisem, a prezes rozmawia z innymi producentami o poszerzeniu oferty. 

Oczywiście, wszystkie te plany nie zostaną zrealizowane w ciągu kilku miesięcy. – Na przełomie września i października otworzymy salon w Małdytach, a tym samym zniknie tymczasowy punkt sprzedaży ciągników i maszyn rolniczych w Sarnie – wyjaśnia Artur Dybich i dodaje, że sprzedaż Ursusów rośnie, trzeba się zapisywać na określone modele ciągników, ich jakość znacznie się poprawiła, a cena jest niższa niż traktorów firm zachodnich. Drugi etap inwestycji to otwarcie sklepu z częściami, a trzeci – rozpoczęcie sprzedaży nawozów i środków ochrony roślin.

Dlaczego gospodarstwo rolne wzięło się za handel?

- Dodatkowa działalność wynika z rozwoju spółki. Wszystkie zarobione pieniądze są przeznaczone na inwestycje. Potrzeby są duże, więc na razie nic nie wyciągamy, tylko wkładamy pieniądze w gospodarstwo i handel – zdradza prezes Dybich.

Cały tekst można przeczytać w lipcowym numerze miesięcznika „Przedsiębiorca Rolny”
 
Małgorzata Felińska
Fot. Tytus Żmijewski


Komentarze
Dodaj komentarz
Zobacz wszystkie komentarze
 
© 2013 copyright APRA, wszelkie prawa zastrzeżone