Zapraszamy
na strony czasopism wydawnictwa:

Rolnik DzierżawcaNowoczesna UprawaRolniczy Przegląd TechnicznyHoduj z głową bydłoHoduj z głową świnie


Sonda
Jak oceniasz swoje zbiory kukurydzy na kiszonkę?
 
Dobrze
Źle
Trudno powiedzieć


Artykuł z numeru: 11/2017

Pożyteczne mikroorganizmy przynoszą pozytywne efekty


W gospodarstwie w Pyszczynku efektywne mikroorganizmy przyspieszają produkcję kiszonek, kompostowanie obornika i fermentację gnojowicy. Cielęta dostają je zaraz po urodzeniu – budują wtedy pożyteczną mikroflorę w ich przewodach pokarmowych.

Piotr (ojciec), Patryk i Łukasz (synowie) Szerfenbergowie prowadzą w Pyszczynku pod Gnieznem 175-hektarowe gospodarstwo rolne. Specjalizują się głównie w produkcji roślinnej, ale hodują też bydło mięsne – sprzedają jałówki niezacielone i zacielone oraz buhaje zarodowe. Patryk zajmuje się hodowlą bydła, Łukasz, mechanizator rolnictwa dba o maszyny i urządzenia, a domeną Piotra są uprawy polowe.

- Hodowlą bydła mięsnego zajmujemy się od 2003 roku. Wtedy kupiliśmy 11 jałówek wysokocielnych. Zdecydowaliśmy się na rasę limousine ze względu na łatwość porodów, żywotność cieląt, szybkie adaptowanie się zwierząt do warunków środowiska oraz dobre wykorzystanie słabszej paszy. Dla bydła przeznaczyliśmy pustą stodołę i sukcesywnie powiększaliśmy stado, jednocześnie zmniejszając pogłowie świń. Trzy lata temu kupiliśmy jałówki po francuskich rodzicach. Natomiast dwa lata temu, kiedy ceny żywca wieprzowego były wyjątkowo niskie, a zagrożenie ASF wysokie, całkowicie wygasiliśmy produkcję trzody – mówi Patryk Szerfenberg. – Jesteśmy z tej decyzji bardzo zadowoleni. Pracy mamy znacznie mniej, a przychody gospodarstwa są większe niż z produkcji tuczników.

Tylko hektar TUZ

Rolnicy na glebach w większości klasy IVa i IVb, ale też III, V i VI uprawiają rzepak (na 60 ha), pszenicę (20 ha), pszenżyto (40 ha) i kukurydzę (50 ha) oraz lucernę (4 ha). Mają tylko 1 ha trwałych użytków zielonych, z których zbierane jest siano dla cieląt. Co 2–3 lata podsiewają TUZ, by siano było najlepszej jakości.

Poplonem po pszenicy jest żyto z wyką ozimą wysiewane na 5 ha. Na kolejnych 5 ha rolnicy sieją życicę westerwoldzką. Obie uprawy z przeznaczeniem na zielonkę. Pierwszy (i najczęściej jedyny w pierwszym roku) pokos życicy przypada w końcu września, czasem, kiedy jesień jest ciepła, udaje się zebrać drugi w połowie listopada. Trzeci pokos życicy i pierwszy żyta zbierają wiosną następnego roku i na tym miejscu w maju sieją kukurydzę. W ten sposób wraz z pokosami zebranymi z lucernika hodowcy zabezpieczają całą sianokiszonkę dla wszystkich grup żywieniowych. Żyto zakiszane jest z wyką i lucerną w silosach. Natomiast kolejne pokosy lucerny zakiszają w balotach.

Kukurydza na 10 ha uprawiana jest więc po poplonach, a na 40 ha w plonie głównym. Kukurydzę z 8 ha rolnicy przeznaczają co roku na kiszonkę dla bydła, a z 42 ha – na ziarno, które sprzedają. - W zeszłym roku zebraliśmy średnio z hektara 13 ton mokrego ziarna o wilgotności 24-26 procent – informują i dodają, że plony są tak dobre, ponieważ utrzymują ziemię w kulturze i nawożą ją obornikiem z ProBio EM-ami. – Odgrywają one bardzo ważną rolę, bo zwiększają żyzność, poprawiają strukturę i podnoszą odczyn gleby – twierdzi Patryk Szerfenberg, ale przyznaje, że w tym przypadku istotny jest też dobór odmian. Rolnicy uprawiają na słabych glebach LG22.44 – starą odmianę, która toleruje słabe stanowiska, jeśli nie ma suszy. A tak się zdarzyło w tym i w ubiegłym roku, kiedy nie było problemów z brakiem wilgoci w glebie.

Słodki smak kiszonki

W gospodarstwie stosowane są pożyteczne mikroorganizmy, które rolnicy kupują w firmie Probiotics Polska w niedalekim Bratuszynie. To trzecie miejsce na świecie – po Japonii i USA – w którym wytwarzane są kultury mateczne niemodyfikowanych konsorcjów pożytecznych mikroorganizmów. Innowacyjny charakter naturalnej probiotechnologii opracowanej przez Matthew Wooda, prezesa SCD Probiotics, polega na łączeniu kilkunastu żywych szczepów probiotycznych mikroorganizmów bez ingerencji chemicznej i genetycznej modyfikacji. Tak połączone kultury mateczne, dzięki swoim probiotycznym właściwościom działają na korzyść gospodarza: gleby, rośliny, zwierzęcia, człowieka. Swoje właściwości zachowują przez trzy lata. Probiotics Polska wytwarza też ProBio EM-y, czyli wyroby II linii gotowe do zastosowania. Firma ma w ofercie 20 produktów dla rolnictwa.

Korzystają z tego rolnicy w Pyszczynku. Patryk Szerfenbarg wyjaśnia, że w gospodarstwie nie używają zakiszaczy, zielonkę przeznaczoną na kiszonkę zaszczepiają EM-ami. Rolnicy robią to już podczas zbioru sieczkarnią sześciorzędową, wykorzystując zbiornik i dyszę. Do zbiornika wlewają Pro-Biotyk(em15) w ilości 20 l na 70 t pociętej kukurydzy, rozcieńczony w 200 l niechlorowanej wody. Dysza równomiernie spryskuje cały materiał kiszonkarski. Podobnie przy zbiorze żyta, lucerny czy traw na kiszonkę – dysza połączona jest ze zbiornikiem zamocowanym na prasie, dzięki czemu zielonka przed sprasowaniem traktowana jest EM-ami.

- Zielonka z kukurydzy, żyta, traw i lucerny szybciej się wtedy zakisza, kiszonka ma przyjemny łagodny, słodko–winny zapach. Skarmiana przez zwierzęta dorosłe wspiera mikroflorę przewodu pokarmowego – przekonuje Patryk Szerfenberg. - Ponieważ mikroorganizmy o probiotycznych właściwościach optymalizują odczyn kiszonki, w konsekwencji mają również wpływ na mniejszą zachorowalność krów na choroby metaboliczne, na przykład kwasicę. Do niedawna u cieląt, które zbyt wcześnie dostawały paszę objętościową, szczególnie kiszonkę z kukurydzy, często występowała biegunka. Po zaszczepieniu kiszonki Pro-Biotykiem(em15) problemy ustąpiły. Kiszonka ta jest łatwiej przyswajalna i lepiej trawiona przez cielęta – zauważa rolnik i dodaje, że w pierwszym roku nie mieli kiszonki zaszczepionej EM-ami. Wtedy probiotyk wylewali na kiszonkę na stole paszowym w ilości 0,5 l na sztukę co drugi dzień.

EM-y w oborniku

Gdy bydło zje zaszczepioną bakteriami kiszonkę, EM-y są też w kale, a więc w oborniku, który składowany jest na płycie obornikowej. Dodatkowo rolnicy polewają pryzmę obornika preparatem EM Farma Plus w ilości 1 l/m3. Robią to w deszczowe dni, żeby nie używać wody chlorowanej do przelewania pryzmy. – W normalnych warunkach kompostowanie polega na aerowaniu pryzmy, a więc przerzucaniu i napowietrzeniu obornika, ale ponieważ EM-y są bakteriami beztlenowymi, nie możemy tego robić – wyjaśnia Patryk Szerfenberg. – Przez pół roku bakterie z preparatu wykonują swoją pracę i po tym czasie obornik jest dobrze przekompostowany, nie śmierdzi, można go wziąć do ręki, ma odpowiednią strukturalną konsystencję, wygląda jak ziemia organiczna, a jego składniki są łatwo dostępne dla roślin. Co 3-4 lata rozrzucamy obornik w ilości 30 ton na hektar. Tylko na TUZ obornik trafia co dwa lata jesienią.

Pożyteczne mikroorganizmy powstrzymują procesy gnicia w oborniku (w wyniku których powstaje siarkowodór i amoniak – bardzo toksyczne dla zwierząt, a także metan – gaz cieplarniany) oraz utleniania, a wzmagają proces powolnej fermentacji. Wtedy obornik się nie grzeje, straty CO2 są niewielkie, a gaz przejmują bakterie fotosyntetyzujące. Węgiel tworzy próchnicę, a ta poprawia strukturę gleby, co z kolei pozwala zatrzymać w niej wodę.

Także gnojowica spływająca do podziemnych zbiorników z wybetonowanych wybiegów dla bydła jest zaszczepiana preparatem EM Farma Plus w ilości 1 l/m3 gnojowicy. - Dzięki temu ograniczamy wydzielanie odorów, a gnojowica fermentuje do wiosny. Nie ma w niej żadnych cząstek stałych. Następnie pompowana jest do opryskiwacza i rozlewana na rośliny za pomocą drobnokroplistych dyszy do RSM w ilości 600 litrów na hektar, trzykrotnie w czasie wegetacji. Zabiegi wykonujemy w pochmurne dni, gdy aparaty szparkowe są otwarte, do godziny 10 lub po południu od 16. Dobrze przefermentowana gnojowica nie zatyka dyszy opryskiwacza i każda roślina dostaje taką samą dawkę cennego nawozu naturalnego, który nazywamy odżywką, ponieważ zawiera głównie fosfor i potas, ale też azot – mówi rolnik. - Jeśli mamy nadmiar gnojowicy, wylewamy ją też na ściernisko po kukurydzy, żeby doszczepić bakterie na resztkach pożniwnych. Zauważyliśmy, że jeśli po takim zabiegu po kukurydzy siejemy pszenicę, daje ona wysokie plony, około dziewięciu ton z hektara, a po zbiorze pszenicy nie widać już żadnych resztek kukurydzy, są tak rozłożone przez bakterie. Tym samym w glebie rośnie zawartość próchnicy. Na naszych polach od 10 lat nie stosowaliśmy wapnowania ani głęboszowania po zbiorach i nie zauważamy podeszwy płużnej.

Cały tekst przeczytasz w listopadowym numerze miesięcznika „Przedsiębiorca Rolny”

Małgorzata Felińska
Fot. Tytus Żmijewski



Komentarze
Dodaj komentarz
Zobacz wszystkie komentarze
 
© 2013 copyright APRA, wszelkie prawa zastrzeżone