Zapraszamy
na strony czasopism wydawnictwa:

Rolnik DzierżawcaNowoczesna UprawaRolniczy Przegląd TechnicznyHoduj z głową bydłoHoduj z głową świnie


Sonda
Czy ogrodzenie na naszej wschodniej granicy pomoże w zwalczaniu ASF?
 
Tak
Nie
Nie mam zdania


Artykuł z numeru: 1/2018

Branża futrzarska walczy o byt


Rolnicy, hodowcy zwierząt futerkowych, pracownicy ferm oraz przedstawiciele przemysłu mięsnego i rybnego protestowali 8 grudnia pod Sejmem RP przeciwko planom wprowadzenia zakazu chowu i hodowli zwierząt futerkowych oraz znaczącemu ograniczeniu uboju rytualnego.

W listopadzie do Sejmu trafiły dwa poselskie projekty nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, jeden grupy posłów PiS, a drugi PO i Nowoczesnej. Choć złożone oddzielnie są do siebie bardzo podobne. Różnica dotyczy proponowanego terminu wejścia w życie zakazu chowu i hodowli zwierząt futerkowych. Posłowie PiS wskazują na 1 stycznia 2022 r., a PO i Nowoczesnej proponują 1 stycznia 2025 r. W ich projekcie, inaczej niż w dokumencie przygotowanym przez posłów PiS, nie ma zapisu ograniczającego możliwość wykonywania uboju rytualnego tylko na potrzeby gmin wyznaniowych mieszkających w Polsce, który w praktyce oznacza prawie całkowitą eliminację tego uboju.

Petycja do marszałka

Protest rozpoczął się od odczytania „Petycji w obronie polskiego rolnictwa” skierowanej do marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego. Jej autorzy zwrócili się z prośbą o zaprzestanie prac nad tymi ustawami, które – jak zaznaczyli – szkodzą polskiej gospodarce. „W ostatnim czasie jesteśmy poddawani brutalnym atakom ze strony organizacji mieniących się ekologicznymi. Parlamentarny Zespół Przyjaciół Zwierząt prowadzi zaawansowane prace nad projektem ustawy wprowadzającej szkodliwe zapisy uderzające w polskich hodowców i rolników. Obawiamy się zniszczenia prężnie rozwijającego się sektora gospodarki, który od lat jest wzorem do naśladowania dla farmerów i hodowców zwierząt z całego świata” – czytamy w petycji. Dalej jej autorzy wskazują, że wysyłane w świat komunikaty sprawiają, iż Polska postrzegana jest jako kraj nieprzewidywalny dla inwestorów i zachęcają zagranicznych potentatów do przejęcia polskiego rynku. Jak zauważają, to nie tylko katastrofa dla gospodarki, ale także dramat wielu polskich rodzin, które zostaną pozbawione środków do życia. Pod petycją podpisali się przedstawiciele 12 organizacji: Polskiego Związku Hodowców Zwierząt Futerkowych, Unii Producentów i Pracodawców Przemysłu Mięsnego – UPEMI, Związku „Polskie Mięso”, Krajowej Rady Drobiarstwa, Polskiego Zrzeszenia Producentów Bydła Mięsnego, Polskiego Związku Hodowców i Producentów Bydła Mięsnego, Federacji Związków Pracodawców– Dzierżawców i Właścicieli Rolnych, Stowarzyszenia Rzeźników i Wędliniarzy Rzeczypospolitej Polskiej, Polskiego Związku Hodowców i Producentów Zwierząt Futerkowych, Polskiego Stowarzyszenia Przetwórców Ryb, Instytutu Gospodarki Rolnej oraz Krajowego Związku Hodowców Szynszyli. Petycja została złożona w Sejmie w dniu protestu.

Obiecali wsparcie

Do zgromadzonych przed gmachem parlamentu wyszło kilku posłów z Kukiz’ 15, Nowoczesnej, PSL oraz PO na czele z Jarosławem Sachajko, przewodniczącym sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi. – Bardzo się cieszę, że jesteście i pokazujecie, że należy skończyć z niszczeniem polskiego rolnictwa – mówił do zgromadzonych.

Nie pozwolimy parcelować polskiej wsi i zabijać polskich przedsiębiorstw, które są nasza dumą – dodała Paulina Henning-Kloska, wiceprzewodnicząca Nowoczesnej. – Nie zgodzimy się na to, by lata państwa pracy poszły na marne. Nie pozwolimy, żebyście zostali z długami. Będziemy bronić Polski pracującej i aktywnej.

- Likwidacja branży futerkowej, to nie tylko kwestia 50-60 tysięcy miejsc pracy, strat właścicieli ferm, ale to kwestia zasad. Jeśli pozwolimy, by jedna ustawa zlikwidowała całą branżę, to w przyszłości ta czy inna władza będzie mogła likwidować ze względów ideologicznych kolejne branże – zauważył Jakub Kulesza z Kukiz’15.

- Będziemy bronić polskiego rolnictwa, w tym możliwości wykonywania uboju rytualnego. Nie możemy sami, na własne życzenie eliminować naszych możliwości rynkowych – zapewniał Mirosław Maliszewski, poseł PSL.

Także w PiS nie wszyscy posłowie chcą wprowadzenia zakazu chowu i hodowli zwierząt futerkowych oraz ograniczenia uboju rytualnego. Sprzeciwia się temu poseł Jan K. Ardanowski. – Byłby to cios dla polskiego rolnictwa – uważa. – Jeśli te zakazy zostaną wprowadzone, inne państwa się z nich ucieszą. Polskie bydło będzie ubijane rytualnie na Litwie, w Czechach czy w Niemczech, jeszcze bardziej cierpiąc z powodu długiego transportu. Polska ma korzystne warunki do chowu bydła mięsnego. W ostatnich latach ta branża dynamicznie się rozwija. Znaczna część wołowiny trafia do krajów muzułmańskich. To są jedyne rozwojowe rynki na świecie, gdzie możemy sprzedawać i być konkurencyjni. Zakaz uboju zwierząt, jakiego te kraje oczekują, zniszczy ważną część polskiego rolnictwa. Natomiast przemysł futerkowy przejmą Rosjanie, a my będziemy płacili więcej za żywność, ponieważ zakłady mięsne oraz zakłady przetwórstwa rybnego, które do tej pory sprzedawały resztki poubojowe jako karmę dla zwierząt futerkowych, będą musiały je utylizować na własny koszt, który zostanie wliczony w ceny sprzedawanych produktów. Według szacunków, będzie to miliard złotych rocznie i o tyle podrożeje żywność – mówi poseł Ardanowski. - Nasze koszty produkcji mogą okazać się za wysokie i zostaniemy wypchnięci z rynków eksportowych, a to miejsce zajmie żywność z Kanady, z którą Unia Europejska podpisała umowę CETA.

Także protestujący podkreślali, że największym wygranym będą firmy utylizacyjne, które w większości należą do obcego kapitału, głównie niemieckiego. A pod koniec listopada przewodniczący Sachajko złożył w ABW zawiadomienie, w którym zwrócił się o „podjęcie zdecydowanych i skutecznych działań mających na celu ochronę polskiej gospodarki przed szkodliwą kampanią zorganizowanych grup interesów finansujących i wspierających działania mające na celu likwidację prężnie rozwijającej się branży”, jaką jest hodowla zwierząt futerkowych.

Poseł Ardanowski nie ma wątpliwości, że zakaz chowu i hodowli zwierząt futerkowych da przyzwolenie organizacjom zajmującym się zwierzętami na podejmowanie kolejnych kroków. – Następnym postulatem będzie zakaz chowu klatkowego drobiu - podejrzewa. – Tak zwani obrońcy zwierząt nie licząc się z gospodarką, z polskim rolnictwem, podnoszą nieprawdziwe, choć bardzo chwytliwe argumenty, które wielu osobom się podobają. Jednak analizując je wnikliwie można dojść do wniosku, że są niepoważne – twierdzi poseł PiS i apeluje do środowiska rolniczego o aktywny udział w walce o to, by zakazy nie zostały przyjęte. – Posłów, którzy zasiadają w sejmowej komisji rolnictwa nie trzeba raczej przekonywać. Większość, jeśli nie wszyscy, niezależnie od partii politycznej, jest przeciwna tym przepisom, bo wiedzą czym to grozi. Natomiast trzeba uświadamiać posłów, którzy nie są związani z rolnictwem. Część z nich wierzy, że chów i hodowla zwierząt futerkowych jest niemoralna, związana z cierpieniem zwierząt i brakiem empatii wobec nich.

Cały tekst można przeczytać w styczniowym numerze miesięcznika „Przedsiębiorca Rolny”

Tekst i fot . Alicja Siuda



Komentarze
Dodaj komentarz
Zobacz wszystkie komentarze
 
© 2013 copyright APRA, wszelkie prawa zastrzeżone