Zapraszamy
na strony czasopism wydawnictwa:

Rolnik DzierżawcaNowoczesna UprawaRolniczy Przegląd TechnicznyHoduj z głową bydłoHoduj z głową świnie


Sonda
Czy zmiana na stanowisku ministra rolnictwa jest korzystna dla producentów rolnych?
 
Tak
Nie
Nie mam zdania


Artykuł z numeru: 5/2018

Inwestycje z unijną pomocą


Andrzej Wojciechowski jest właścicielem trzech gospodarstw rolnych – w rodzinnym Marianowie Brodowskim, w Murzynówku i Młodzikowie w województwie wielkopolskim, w powiecie średzkim. Na ponad 700 ha uprawia kukurydzę, zboża i rzepak, hoduje konie rasy fiordzkiej, prowadzi pensjonat dla koni, jest właścicielem dwóch hoteli i dwóch restauracji.

- Jestem mieszczuchem, warszawiakiem – nie ukrywa. – Ale w młodości co roku spędzałem wakacje u dziadków na wielkopolskiej wsi. Dlatego wybrałem Szkołę Główną Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. W 1976 roku skończyłem studia na wydziale ekonomiczno-rolniczym. Proponowano mi, żebym został na uczelni, bardziej jednak interesowała mnie praktyka. Więc po rocznej służbie wojskowej w Poznaniu, w 1978 roku kupiliśmy z żoną 9-hektarowe gospodarstwo w Marianowie Brodowskim. Zająłem się tucznikami – byłem największym producentem w powiecie. Świnie karmiłem między innymi serwatką, której 4 tysiące litrów codziennie wcześnie rano woziłem z mleczarni, żeby już o 8.00 być w pracy w Technikum Rolniczym w Środzie Wielkopolskiej, gdzie wykładałem przedmiot organizacja gospodarstw rolniczych. To były ciężkie czasy, ale miałem wykształcenie, doświadczenie zdobyte podczas praktyk zagranicznych i dużo zapału. Po trzech latach zrezygnowałem z pracy w technikum i zająłem się wyłącznie gospodarstwem.

Konie silne, spokojne

W 1994 r. rolnik wspólnie z żoną kupił od banków upadającą Rolniczą Spółdzielnię Produkcyjną w Murzynówku (gm. Krzykosy). Nabył ponad 100 ha użytków rolnych z zasiewami, budynki gospodarcze i inwentarskie z trzodą oraz tartak, stolarnię i restaurację. Oczywiście małżeństwo przejęło pracowników z RSP. - Szybko spłaciłem długi spółdzielni – 2,5 miliarda złotych (przed denominacją) – mówi Andrzej Wojciechowski.

W 2000 r. wydzierżawił od poznańskiego oddziału Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa popegeerowskie gospodarstwo w Młodzikowie, wyodrębnione z Kombinatu PGR Łękno niedaleko Kórnika – prawie 400 ha z zasiewami, zdewastowanym sprzętem rolniczym oraz z trzodą chlewną i końmi. Łącznie we wszystkich gospodarstwach miał wtedy 400 macior w cyklu zamkniętym. Wśród koni dominującą rasą były fiordingi zwane popularnie fiordami, które zostały sprowadzone do tego i innych PGR w ramach pomocy z UNRRY (angielska organizacja United Nations Relief and Rehabilitation Administration)w 1946 r. – były wykorzystywane jako konie pociągowe.

Końmi interesowałem się od zawsze. Jeździłem konno, fotografowałem konie i zdjęcia prezentowałem na wystawach, między innymi na SGGW. Nawet pracę magisterską pisałem o koniach – wspomina rolnik. – Kiedy wydzierżawiłem gospodarstwo w Młodzikowie powiększyłem stado fiordów z 27 do 40 koni.

Teraz rolnicy utrzymują 100 koni (nie tylko rasy fiord). Są wykorzystywane do rekreacji i sportu. – Mamy część łąk zalewowych, z których zbieramy siano nienajlepszej jakości, a fiord to rasa prymitywna, zimnokrwista, należąca do kucy, pochodząca ze Skandynawii, która może dostawać taką paszę. Konie te nadają się do hipoterapii, nauki jazdy konnej, mogą być zaprzęgane do bryczek, są bardzo silne, spokojne, mało chorują – zachwala Andrzej Wojciechowski. Przy Stadninie Koni Fiord w Młodzikowie funkcjonuje UKS sekcja jeździecka. Co roku organizowane są tu regionalne zawody w skokach przez przeszkody, wojewódzka olimpiada LZS w skokach przez przeszkody, zawody Rodeo Western, a także rozgrywana jest tzw. ścieżka huculska.

Ponieważ fiord to rasa doskonale nadająca się do gospodarstw agroturystycznych i zapotrzebowanie na te konie jest duże, hodowca nie ma żadnych trudności z ich sprzedażą. Sam natomiast kupuje konie, żeby „odświeżyć krew” w stadzie. – Niedawno sprowadziliśmy dwuletniego ogierka z Niemiec – mówi.

Z orką i bez orki

Rolnik zrezygnował z produkcji trzody chlewnej, ponieważ – jego zdaniem – stała się nieopłacalna. Ponadto chlewnie miał przestarzałe, zwierzęta chorowały. – Część budynków rozebraliśmy, część przerobiliśmy na stajnie i magazyny – wyjaśnia i dodaje, że teraz specjalizuje się w produkcji roślinnej i hodowli koni.

W 2013 r. rolnik wykupił od Agencji Nieruchomości Rolnych 100 ha z ośrodkiem gospodarczym w Młodzikowie, a następnie 300 ha. – Udało mi się to w ostatnim momencie – nie ukrywa satysfakcji. Następnie powiększał gospodarstwo w Murzynówku i Marianowie, dokupując ziemię rolną, tak że teraz z dwoma synami gospodaruje na 740 ha.

Prawie połowę z tego areału zajmuje kukurydza na ziarno (ok. 350 ha). Reszta to zboża (głównie pszenica – ok. 100 ha i żyto), rzepak (100-120 ha), łubin, łąki i pastwiska oraz lasy. – Mamy grunty od klasy II do VI. Występuje tu duża mozaikowatość gleb. Są niełatwe w uprawie, chociaż my już się tego nauczyliśmy – mówi rolnik. – Nawet kukurydzę uprawiamy na VI klasie, ale przy kanałach, gdzie grunty są dobrze nawodnione, dzięki czemu zbieramy nawet 15-16 ton mokrego ziarna z hektara.

Do nawożenia rolnicy stosują nawozy mineralne (także roztwór saletrzano-mocznikowy – RSM) i organiczne – obornik koński oraz bydlęcy, który pozyskują od okolicznych gospodarzy za słomę. Dokupują też duże ilości pomiotu kurzego. Rocznie obornik przyorywany jest na 150-180 ha.

- Zawsze uważałem, że lepsza jest uprawa orkowa, ale syn przekonał mnie do bezorkowej, agregatem uprawowym. Co 2-3 lata stosujemy jednak orkę, ponieważ uprawiamy dużo kukurydzy, przez ponad 20 lat w monokulturze, a orka najlepiej zwalcza szkodniki i choroby – wyjaśnia rolnik.

Andrzej Wojciechowski przyznaje, że ubiegły rok był jednym z gorszych w gospodarstwie. – Przeżyliśmy gradobicie, mieliśmyduże wymoknięcia, nie udało się zebrać w terminie całej kukurydzy, ceny na płody rolne były niskie, ale nie narzekam – śmieje się. – Na szczęście moje oziminy przezimowały dość dobrze. Problemem są jednak szkody łowieckie, szczególnie na polach w Murzynówku, gdzie zasiewy niszczą dzikii jelenie. Mamy jedne z większych szkód w województwie wielkopolskim.

Rolnicy są właścicielami najnowocześniejszego sprzętu z GPS-mi. – Ratuje nas to, ponieważ brakuje rąk do pracy w gospodarstwie – przyznaje Andrzej Wojciechowski. – Pracownicy odchodzą na emerytury, renty. A za pomocą naszego sprzętu dwóch operatorów może obrobić 680 hektarów gruntów ornych.

W gospodarstwie pracują cztery osoby, do tego trzeba doliczyć 1,5 etatu w stadninie oraz pracowników części hotelowo-restauracyjnej.

Mistrz w wyścigu po fundusze

- Inwestycje we wszystkich trzech gospodarstwach realizowałem z pomocą 17 programów unijnych, począwszy od przedakcesyjnych, na tym roku kończąc. W tej konkurencji jestem w czołówce – mówi Andrzej Wojciechowski. – Z synami wykorzystałem 4,5 miliona złotych pomocy. Co najmniej drugie tyle dołożyliśmy z własnych oszczędności.

Cały tekst można przeczytać w majowym numerze miesięcznika „Przedsiębiorca Rolny”

Małgorzata Felińska
Fot. Jarosław Pruss



Komentarze
Dodaj komentarz
Zobacz wszystkie komentarze
 
© 2013 copyright APRA, wszelkie prawa zastrzeżone | Polityka prywatności | Regulamin | Regulamin prenumerat