Zapraszamy
na strony czasopism wydawnictwa:

Rolnik DzierżawcaNowoczesna UprawaRolniczy Przegląd TechnicznyHoduj z głową bydłoHoduj z głową świnie


Sonda
Czy Twoje gospodarstwo poniosło straty z powodu suszy?
 
Tak, powyżej 70 proc.
Tak, poniżej 70 proc.
Nie


Artykuł z numeru: 9/2018

Białko to element strategiczny


Adam Styczyński jest jednym z pięciu rolników, którzy wraz z naukowcami, doradcami i firmą handlową P.W. lechpol są członkami konsorcjum Moja Soja. Konsorcjum niedawno podpisało umowę z Agencją Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa na dofinansowanie działań mających na celu rozwój uprawy soi w województwach kujawsko-pomorskim i wielkopolskim w ramach działania 16 PROW – „Współpraca”.

Rolnik wspólnie z żoną Aliną i synem Bartoszem prowadzi gospodarstwo w Jędrzejewie pod Czarnkowem (woj. wielkopolskie), przejęte od rodziców w 1992 r. - Moja rodzina mieszka tu od 92 lat – mówi. – Dziadek kupił w Jędrzejewie poniemieckie 10-hektarowe gospodarstwo w 1926 roku. W tym okresie, do 1939 roku mieszkało we wsi tylko pięciu polskich rolników. Większość gospodarstw należała do Niemców. Po dziadku, powstańcu wielkopolskim, ziemię przejął mój ojciec, po nim ja, a teraz gospodaruję wspólnie z synem, który niedawno skończył technikum rolnicze i jest już czwartym pokoleniem Styczyńskich w tej wsi.

Adam Styczyński skończył szkołę średnią w 1982 r., a już rok później rodzice kupili mu ponad 6 ha ziemi. - Ojciec miał wtedy 17 hektarów. W 1984 roku wydzierżawiłem kolejne dziewięć, więc wspólnie mieliśmy już ponad 30 hektarów – wspomina. - To było niezłe gospodarstwo w tamtych czasach. Zanim skończyłem studia rolnicze na Akademii Rolniczej w Poznaniu, w 1986 roku podjęliśmy z rodzicami decyzję o budowie nowego siedliska na obrzeżu wsi. Dostaliśmy wszystkie pozwolenia i zakończyliśmy inwestycję w 2001 roku, kiedy powstała duża chlewnia. Dwa lata temu rozbudowałem ją i zmodernizowałem. Chów trzody to rodzinna tradycja - dodaje.

Prawie bez antybiotyków

Rolnik prowadzi chów trzody w cyklu zamkniętym. Stado podstawowe liczy 140 macior rasy wielka biała polska, od każdej odchowuje średnio 25 prosiąt rocznie. Maciory średnio w roku proszą się 2,38 razy. Tak więc odstawia do skupu ok. 3500 tuczników rocznie. – Nie korzystam z zachodniej genetyki. Opieram się na polskiej, ponieważ ma duży potencjał – mówi. – Inseminuję lochy nasieniem ras mięsnych z Wielkopolskiego Centrum Hodowli i Rozrodu Zwierząt, filia w Wągrowcu.

Wszystkie grupy zwierząt przebywają w jednej dużej chlewni podzielonej na dwie części. Lochy utrzymywane są na ściółce, w kojcach grupowych mieszczących 4-5 macior. Pozostałe grupy technologiczne świń utrzymywane są w systemie rusztowym. Pod chlewnią znajduje się zbiornik na gnojowicę. Rolnik ma też duży zbiornik zewnętrzny o pojemności 750 m3, co pozwala na przechowywanie gnojowicy przez sześć miesięcy. Gospodarz dodaje do niej preparaty z efektywnymi mikroorganizmami – dzięki temu odory są ograniczone, a części stałe szybciej się rozkładają.

Na poddaszu chlewni urządzono magazyn na 800 t ziarna. – To ułatwia pracę – przekonuje gospodarz. Dodatkowo na magazyn przeznacza część hali garażowej, gdzie mieści się 200 t ziarna.

Właściciele niektórych wielkich ferm w Polsce zapewniają, że produkują tuczniki bez antybiotyków. – Nie jestem w stanie tego zrobić, ale w okresie 90-100 dni przed ubojem nie podaję tucznikom antybiotyków – zapewnia Adam Styczyński. – Maciory po porodzie dostają je, żeby wyeliminować zakażenia. Prosięta czwartego dnia po urodzeniu otrzymują Baycox 5 proc. przeciwko kokcydiozie. Streptokokozę też zwalczam antybiotykiem - Penicillin L.A., kiedy prosięta mają 12 kilogramów. Jest to ostatni podawany zwierzętom antybiotyk. Ze streptokokozą można co prawda walczyć szczepionką, jednak kosztuje ona pięć razy więcej niż antybiotyk podany w zastrzyku. Wykonuję również dwukrotne szczepienie przeciwko mykoplazmatycznemu zapaleniu płuc preparatem Respisure. Prosięta są też szczepione przeciwko cirkowirozie szczepionką CircoFLEX. Podaję ją powtórnie, kiedy osiągną masę 50 kilogramów. Warto to robić, bo są wtedy zdrowe i mają duże przyrosty.

Wysoka mięsność

Rolnik sprzedaje tuczniki zakładom Pini Polonia. Odbiorca płaci po siedmiu dniach od dostawy. Ostatnia partia sprzedana w sierpniu liczyła 190 tuczników. Ponad połowa transportu zaliczona została do klasy S – średnia mięsność wynosiła 62,4 proc., 41 proc. zaliczono do klasy E, a tylko 2 proc. do klasy U. Średnią mięsność wszystkich odstawionych tuczników określono na 60,3 proc., a rekordowy miał 67,6 proc. mięsa.

Hodowca żywi trzodę na sucho. – Paszami, w których nie ma żyta hybrydowego i kukurydzy – zastrzega. – Uważam, że najlepsze mięso mają tuczniki żywione jęczmieniem. Skąd to wiem? Kiedyś przed żniwami został mi tylko jęczmień i przez 2-3 tygodnie przed ubojem karmiłem zwierzęta wyłącznie tym zbożem, z dodatkiem białka i premiksów. Tuczniki wyglądały świetnie, były zdrowe, mięsność była wysoka. Ponadto 12 lat temu miałem problem z kanibalizmem. Specjaliści proponowali różne rozwiązania, na szczęście jeden z nich doradził mi dodatek co najmniej 200 kilogramów jęczmienia do każdej tony paszy dla tuczników. Po dwóch tygodniach skończyły się problemy. Okazało się, że jak świnia stoi na ruszcie i brakuje jej słomy, czyli włókna, to zachowuje się dziwnie.

Adam Styczyński przeznacza na pasze ziarno zbóż z własnych upraw (nadwyżki w niektórych latach sprzedaje) oraz, od kiedy uprawia soję, ekstrudowane nasiona soi. Zawierają 19 proc. tłuszczu i do 32 proc. białka, mniej niż w poekstrakcyjnej śrucie sojowej importowanej z obu Ameryk, ale nie musi płacić po 1500-1600 zł/t śruty i karmi zwierzęta bez udziału GMO. – Na rynku jest dostępna śruta poekstrakcyjna z soi non GMO, jednak bardzo droga – kosztuje 2300 złotych za tonę – dodaje.

Roczne zapotrzebowanie stada świń sięga 800-900 t zboża i 80 t komponentów białkowych. Do tego trzeba dodać premiksy. W sumie rolnik potrzebuje ok. 1000 t paszy rocznie. Zboża z własnych pól wystarcza, białka jeszcze nie. – Białko to element strategiczny w produkcji zwierzęcej – mówi. – Na razie własna produkcja soi zaspokaja tylko 1/3 potrzeb paszowych mojego stada. Chcę dojść do 2/3, dlatego muszę powiększyć areał soi do 30 hektarów. Jednak nawet wtedy nie zastąpię w 100 procentach własnym białkiem amerykańskiej śruty sojowej. Jeśli za żywiec produkowany bez udziału GMO dostaniemy więcej pieniędzy, to będę mógł dokupić brakującą śrutę non GMO importowaną z Ukrainy czy z Węgier. To nadal będzie się opłacało. Natomiast jeśli ceny skupu będą takie, jak tuczników żywionych białkiem GMO, to nie wyeliminuję z dawek śruty amerykańskiej.

Nie zniechęcił się do soi

Od lat 90. Adam Styczyński powiększa gospodarstwo, kupując ziemię od rolników indywidualnych, a wcześniej na przetargach organizowanych przez ówczesną Agencję Własności Rolnej Skarbu Państwa, która sprzedawała grunty po byłym PGR w Jędrzejewie. – Mamy teraz, wspólnie z synem, 170 hektarów własnych i 38 hektarów dzierżawionych – informuje. Pola położone są w promieniu 5 km od ośrodka gospodarczego, w trzech gminach: Czarnków, Lubasz i Połajewo oraz w mieście Czarnków. Panowie Styczyńscy uprawiają 31 działek ewidencyjnych – 17 działek rolnych. Największe pole ma 32 ha.

120 ha rolnicy uprawiają bezorkowo, wykorzystując 3-metrowy agregat uprawowy Maschio. W tym roku zasiali zboża na 125 ha (z czego na 32 ha rósł jęczmień ozimy, na 35 ha pszenżyto, a na 58 ha pszenica ozima), rzepak (na 62 ha) i soję (na 21 ha). Przez to, że gospodarstwo ma wiele gliniastych ziem, a soja lepiej rośnie na glebach średnio zwięzłych, nie można jej siać co roku na innym polu. Trzeba ograniczyć się do stanowisk dla tego gatunku odpowiednich. Dlatego na pozostałym obszarze w płodozmianie są tylko zboża i rzepak.

Rolnik uprawia soję już czwarty rok. Początki były trudne. Zaczynał od 8 ha, na których posiał dwie odmiany – Augustę hodowli Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu i bardzo wczesną Merlin hodowli Saatbau. Zebrał wtedy średnio 1,7 t/ha i zauważył duże różnice między odmianami. Augusta dała o pół tony mniejszy plon niż Merlin. I wyległa. – To mnie nie zniechęciło – zapewnia Adam Styczyński. – Nie miałem wtedy doświadczenia, więc zwróciłem się do Pankracego Bubniewicza, który od 25 lat zajmował się soją w Pracowni Doświadczalnictwa Odmianowego Instytutu Ochrony Roślin w Winnej Górze po rady i dobre nasiona zaszczepione inokulantem, bo kwalifikowany materiał siewny jest bardzo drogi – to wydatek około 1000 złotych na hektar. Całe szczęście, że są to odmiany populacyjne, więc można je rozmnożyć w gospodarstwie.

W drugim roku rolnik też zasiał soję na 8 ha i zebrał już blisko 3,5 t/ha. Wiedział jednak o tym gatunku coraz więcej. Na przykład to, jak ważna jest kwasowość gleby – musi mieścić się w przedziale 6,5-7. Nie można soi siać za wcześnie, w zimną ziemię. Musi mieć co najmniej 10 st. C. Gleba powinna być żyzna, ale nie gliniasta. Najlepiej klasy IIIa.

W trzecim roku soja rosła już na 12 ha. Odmiana Merlin wzeszła pięknie, ponieważ dwa dni po siewie spadło 52 mm deszczu. Natomiast odmiana Amarok nie chciała wschodzić. W końcu wzeszło tylko 5 proc. nasion. Mimo to rolnik jej nie zaorał. Na szczęście w ub.r. doskonale działały środki doglebowe i pole było idealnie czyste.

- Wyższe plony zachęciły mnie do dalszej uprawy soi, która ma jedną wielką zaletę – sieje się ją późno, mam więc bardzo dużo czasu na uprawienie pola, mogę spokojnie wiosną wylać gnojowicę – zaznacza Adam Styczyński. – Bodźcem był też wymóg zazieleniania. Jeśli już mamy zazieleniać gospodarstwa, to dobrze byłoby, żeby uprawy przynosiły korzyści ekonomiczne. A białko roślinne jest strategiczne w produkcji zwierzęcej.

W tym roku rolnik zasiał soję na początku maja na 21 ha, z tego na 5 ha w ramach programu konsorcjum Moja Soja. Rosną tu dwie odmiany: Abelina i Silesia. Wschody były późne. Abelina wzeszła ładnie, Silesia jest o połowę rzadsza – połowa nasion nie skiełkowała. Na pozostałym areale gospodarz uprawia odmiany Merlin i Aligator.

Najlepiej wygląda Abelina, młodsza siostra odmiany Merlin – chwalił rolnik w połowie sierpnia. – Ma wiele strąków, jednak mają one w większości tylko po dwa nasiona. To z powodu suszy, bo w korzystnym roku odmiana Merlin ma po cztery nasiona w strąku. Obawiam się, że w związku z tym plony w tym roku będą niskie, chociaż w tych warunkach pogodowych plon powyżej jednej tony z hektara i tak będzie rewelacyjny – zapewnia. – Komisja szacująca straty wyliczyła je w moim gospodarstwie na 45-55 procent, ponieważ zboża dały średni plon poniżej trzech ton z hektara, a rzepak niecałe dwie tony. W naszym regionie tak niskich plonów nie było od 50 lat, więc czego żądać od soi?

Jej zbiór planowany jest na połowę września.

Cały tekst można przeczytać we wrześniowym numerze miesięcznika „Przedsiębiorca Rolny”

Małgorzata Felińska
Fot. Jarosław Pruss



Komentarze
Dodaj komentarz
 
© 2013 copyright APRA, wszelkie prawa zastrzeżone | Polityka prywatności | Regulamin | Regulamin prenumerat