Zapraszamy
na strony czasopism wydawnictwa:

Rolnik DzierżawcaNowoczesna UprawaRolniczy Przegląd TechnicznyHoduj z głową bydłoHoduj z głową świnie


Sonda
Czy Pani/Pana gospodarstwo spełnia wymogi Dyrektywy azotanowej?
 
Tak
Nie
Trudno powiedzieć


Artykuł z numeru: 12/2018

Producenci trzody walczą o byt


Rolnicy oczekują konkretnych rozwiązań, które poprawiłyby sytuację na rynku trzody chlewnej. Jednak 15 listopada, podczas posiedzenia sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi, nie padło ich zbyt wiele z ust wiceministra rolnictwa Tadeusza Romańczuka.

Producenci trzody chlewnej zwracali uwagę na dramatycznie niskie ceny świń. – Obecnie kształtują się na poziomie od 3,6 do 4,2 złote za kilogram żywca. Przecież to poniżej kosztów produkcji – ubolewał Grzegorz Majchrzak, prezes Wielkopolskiego Związku Hodowców Trzody Chlewnej. - Potrzebne jest kompleksowe wsparcie branży, bez tego nie dźwigniemy się – podkreślał.

Zamknąć granice

Prezes Majchrzak zwrócił uwagę na brak egzekwowania ustawy antydumpingowej, co pozwala na napływ do Polski taniej wieprzowiny z Belgii, po tym jak we wrześniu stwierdzono tam przypadki występowania ASF u dzików. Rolnicy informowali, że do jednego z zakładów w Wielkopolsce zostały sprowadzone świnie po zaniżonej cenie 3,20 zł/kg żywca, co psuje nasz rynek. Wyrazili także obawy dotyczące zawleczenia choroby na teren tego województwa wskazując, że produkuje najwięcej świń w kraju. Dlatego wspólnie z Wiktorem Szmulewiczem, prezesem Krajowej Rady Izb Rolniczych apelowali o wstrzymanie importu świń z Belgii.

Krzysztof Jażdżewski, zastępca głównego lekarza weterynarii przestrzegał jednak przed takimi działaniami w obawie przed wywołaniem wojny handlowej. – Oczywiście możemy zamykać swoje granice, my przed Belgią, inne kraje przed nami. Tylko czy wtedy uda się nam wygenerować popyt na 100 tysięcy ton mięsa, które w tym roku wysłaliśmy do innych państw unijnych w okresie od stycznia do czerwca? – zastanawiał się Jażdżewski. – Z Belgii, po wybuchu ASF przyjechało pięć transportów do jednej z rzeźni w Wielkopolsce. W sumie około 850 świń. I na tym się na razie skończyło – informował zastępca GLW zapewniając, że inspekcja dokładnie kontrolowała każdy transport. – Świnie przyjeżdżały głównie z północnej części Belgii, a więc z rejonu, gdzie nie odnotowano występowania ASF u dzików – dodał.

Prezes Majchrzak poinformował, że dochodzą do niego niepokojące sygnały z niektórych województw. Rolnicy skarżą się, że w ramach kontroli bioasekuracji Inspekcja Weterynaryjna po stwierdzeniu pojedynczych uchybień wydaje decyzje o likwidacji stad, bez możliwości wprowadzenia systemu naprawczego.

Marek Walczak, hodowca z okolic Trzemeszna (woj. wielkopolskie) wskazał z kolei na obserwowane przez niego przykłady niedbalstwa w zakresie przestrzegania zasad bioasekuracji w kraju, w tym także przez lekarzy weterynarii, którzy przyjeżdżają do gospodarstw na kontrole. – Proszę o dokonanie przeglądu Inspekcji Weterynaryjnej – apelował Walczak.

Wieś protestuje

- Wciąż w powijakach znajduje się program odbudowy pogłowia trzody chlewnej w Polsce – wskazywał prezes Majchrzak. - Jak mamy odbudowywać stada, jeśli przez trzy lata nie możemy uzyskać warunków zabudowy dla nowych obiektów inwentarskich? – pytał. Przypomniał, że w maju 2016 r. odbyło się posiedzenie sejmowej komisji rolnictwa w sprawie prawa budowlanego. – Padało wiele propozycji rozwiązań, by przyspieszyć wydawanie tych zezwoleń. Jednak do dzisiaj nie zrobiono nic. Chyba że trwają jakieś prace, o których nie wiemy – dodał podkreślając, że oprócz trudności z uzyskiwaniem pozwoleń producenci świń coraz częściej muszą borykać się z protestami mieszkańców wsi, którzy nie chcą mieć chlewni w sąsiedztwie.

Inny problem, zdaniem prezesa WZHTCh, to coraz większa koncentracja uboju i przetwórstwa mięsa w rękach zagranicznych firm, które są kapitałowo powiązane z sieciami handlowymi. – To ogranicza nam możliwości konkurowania – podkreślał.

Rolników zaniepokoiła też decyzja Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który na początku listopada wydał zgodę na przejęcie przez Smithfield Foods kontroli nad Pini Polonia. Smithfield Foods to chiński koncern, który w Polsce kontroluje m.in. Grupę Animex, ma też dziewięć zakładów produkujących i przetwarzających mięso, w tym trzy ubojnie trzody chlewnej. Hodowcy sugerowali, że to rząd powinien zainteresować się kupnem zakładu Pini Polonia lub nabyć inny zakład, tak by producenci trzody nie byli skazani wyłącznie na zagraniczne przetwórnie. Prezes Majchrzak oczekuje też wsparcia rządu przy konsolidacji branży trzodziarskiej, w tym również w odwróceniu negatywnej opinii o grupach producenckich, jakie narosły po wykryciu kilu afer z ich udziałem.

Skazani na tucz nakładczy

Minister Romańczuk zachęcał rolników do tworzenia spółdzielni, po to również, by przejmować zakłady przetwórcze lub budować własne. Obiecał, że za 2-3 tygodnie zaprosi przedstawicieli branży do ministerstwa rolnictwa na spotkanie, żeby przedstawić całą koncepcję tworzenia tych spółdzielni oraz ich funkcjonowania. – Proszę mi uwierzyć, że naprawdę można to w szybki sposób zorganizować. Potrzeba tylko woli współpracy – przekonywał Romańczuk. Wiceminister odpowiadając na pytania i wątpliwości rolników zdradził, że swój udział w tworzeniu tych spółdzielni będzie miał Skarb Państwa, choć nie w sposób bezpośredni. – Będą tworzone przedsiębiorstwa na bazie prawa spółdzielczego, z udziałem spółek Skarbu Państwa. Przecież do spółdzielni mogą przystępować zarówno osoby fizyczne jak i podmioty prawne – wyjaśniał. Romańczuk liczy, że dzięki rozwojowi spółdzielczości uda się uporządkować rynek trzody chlewnej w Polsce, zwiększyć opłacalność produkcji, a w konsekwencji doprowadzić również do ograniczenia tuczu kontraktowego, który uznał za zły system dla branży, choć, jak przyznał, zdarzało mu się słyszeć podczas rozmów z rolnikami przeciwne opinie.

- Rolnicy, którzy dobrze radzą sobie na rynku mówią, że tucz kontraktowy jest złym rozwiązaniem. Natomiast ci, którzy sobie nie radzą i mają do wyboru zaprzestanie produkcji lub związanie się z kimś, kto zapewni im odbiór tuczników za określoną cenę twierdzą, że to dobre rozwiązanie, bo daje pewny zarobek, choć mniejszy niż uzyskują producenci działający niezależnie – mówiAleksander Dargiewicz, dyrektor biura Krajowego Związku Pracodawców – Producentów Trzody Chlewnej. – Kością niezgody jest właśnie to, że słabsi producenci godzą się pracować za mniejsze pieniądze – dodaje Dargiewicz. Tyle, że często nie mają innego wyjścia, na co wskazywali również przybyli do Sejmu rolnicy. Jeden z producentów trzody chlewnej z północnej części woj. lubelskiego, ze strefy zagrożonej ASF stwierdził wręcz, że system nakładczy w Polsce będzie się rozwijał. – W moim rejonie, ze względu na zaniżone ceny skupu tuczników, niektórzy rolnicy w ciągu miesiąca stracili 130-140 tysięcy złotych. Jak mają przeżyć? Czy nie rozpoczną tuczu nakładczego? – pytał. Dlatego nie należy się spodziewać, że ministerstwo rolnictwa jednym ruchem zlikwiduje ten system chowu, co zresztą dał do zrozumienia minister Romańczuk. Stąd propozycja tworzenia spółdzielni.

Marian Dymarski, rolnik z woj. wielkopolskiego oczekiwał jednak konkretniejszych propozycji od ministra rolnictwa, które spowodują natychmiastową poprawę sytuacji na rynku trzody chlewnej. – Ceny wciąż spadają. My już nie prosimy, nie żądamy, ale błagamy polski rząd oraz ministra rolnictwa o szybką interwencję na rynku żywca. Myśleliśmy, że po otrzymaniu naszych pism te działania zostaną podjęte, że otrzymamy dzisiaj odpowiedź – mówił rozgoryczony. Niestety, odpowiedzi nie otrzymał.

Deficytowy handel

KZP-PTCh wskazuje, że obecnie ten rynek jest w Polsce kształtowany przez: rosnący import prosiąt, powiększający się deficyt w handlu wieprzowiną, wysokie ceny pasz związane z suszą oraz wysokie pogłowie świń. Według jednej z duńskich organizacji, w pierwszych dziesięciu miesiącach tego roku nasi hodowcy kupili za granicą o 6,3 proc. więcej prosiąt w stosunku do tego samego okresu zeszłego roku, w sumie nieco ponad 5 mln. Natomiast deficyt w handlu zagranicznym wzrósł rok do roku o 18 proc. Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi podaje, że eksport wieprzowiny w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy br. wyniósł 367 tys. t (+3,3 proc. r/r), natomiast import 562 tys. t (+7,8 r/r). Według tego samego źródła, w październiku cena pełnoporcjowej paszy dla trzody chlewnej była wyższa o 5,32 proc. niż przed rokiem i wynosiła 1169 zł/t.

KZP-PTCh zaznacza, że niekorzystnie układa się również wskaźnik ceny tuczników w stosunku do ceny paszy. W październiku wyniósł zaledwie 3,69, podczas gdy w tym samym miesiącu zeszłego roku – 4,36. Inny problem, na który zwraca uwagę organizacja to również globalizacja oraz coraz większa konkurencja na światowych rynkach wieprzowiny, która zmniejsza marże uzyskiwane z kilograma żywca. Dlatego powszechnym, światowym trendem jest powiększanie skali produkcji warchlaków i tuczników w gospodarstwach.

Cały tekst można przeczytać w grudniowym numerze miesięcznika „Przedsiębiorca Rolny”

Alicja Siuda
Fot. Tytus Żmijewski



Komentarze
Dodaj komentarz
 
© 2013 copyright APRA, wszelkie prawa zastrzeżone | Polityka prywatności | Regulamin | Regulamin prenumerat