Zapraszamy
na strony czasopism wydawnictwa:

Rolnik DzierżawcaNowoczesna UprawaRolniczy Przegląd TechnicznyHoduj z głową bydłoHoduj z głową świnie


Sonda
Czy zmiany wprowadzone w lipcu w ustawie o wstrzymaniu sprzedaży nieruchomości ZWRSP są wystarczające?
 
Tak
Nie
Nie wiem


Artykuł z numeru: 2/2009
Jesienny siew strączkowych
 
Z siewem grochu, łubinu czy bobiku rolnicy już wkrótce nie będą musieli czekać do wiosny. Strączkowe posiane późną jesienią dadzą wyższy plon, ponieważ nie będą narażone na wiosenną suszę.


 
Nowatorską metodę, dzięki której nasiona będą mogły w naszym klimacie przezimować w glebie, opracowali naukowcy z Uniwersytetu Technologiczno-Przyrodniczego w Bydgoszczy. Wynalazek, nad którym prof. Janusz Prusiński, prorektor UTP (na zdjęciu), dr hab. Grażyna Harasimowicz-Hermann z Katedry Szczegółowej Uprawy Roślin oraz prof. Janusz Hermann, kierownik Katedry Chemii Środowiska pracowali od wiosny 2008 r., zdobył uznanie na listopadowych 57. Targach Wynalazczości, Badań Naukowych i Nowych Technik w Brukseli - "Brussels Innova 2008" - i otrzymał złoty medal z wyróżnieniem.
 
Nasiona w woskowej otoczce
 
Warunkiem powodzenia uprawy roślin strączkowych w Polsce jest jak najwcześniejszy siew, nawet w lutym lub w marcu. - Niestety, warunki pogodowe i glebowe często na to nie pozwalają i rolnicy sieją groch, łubin i bobik dopiero po zbożach jarych, czyli w połowie kwietnia - mówi prof. Janusz Prusiński.
Tymczasem każdy dzień opóźnienia siewu oznacza spadek wilgotności gleby. Siewki i młode rośliny z powodu wiosennej suszy źle się ukorzeniają, słabo kwitną i zawiązują mniej strąków.
- Dlatego w wielu krajach Europy Zachodniej uprawia się formy ozime grochu, bobiku i łubinu białego, które plonują lepiej niż jare i nadają się do uprawy w wielu regionach o łagodniejszych zimach - wyjaśnia prof. Prusiński. - Wykorzystują one wodę pozimową, szybciej rozpoczynają wegetację i szybciej zakwitają. W Polsce były próby uprawy francuskich ozimych rodów grochu, ale skończyły się niepowodzeniem.
Suchym nasionom roślin strączkowych nie szkodzi nawet temperatura ciekłego azotu (-195,8 st. C), a więc nie zaszkodzi im polska zima. Ale kiedy napęcznieją, zmarzną. Bydgoscy naukowcy wymyślili więc, jak zabezpieczyć nasiona strączkowych posiane późną jesienią przed pęcznieniem i zbyt wczesnym kiełkowaniem. Zaprawili je i pokryli otoczką z wosku.
Ponieważ wosk nie rozpuszcza się w wodzie, otoczki muszą być "napylone" mikrokapsułkami np. żywic czy polimerów, które w odpowiednim czasie, gdy temperatura wzrośnie do co najmniej 6 st. C, rozluźnią swoją strukturę i przepuszczą wodę. Nasiona wtedy napęcznieją, rozsadzą woskową otoczkę i na przełomie lutego i marca rozpoczną kiełkowanie.
 
Czekają do wiosny
 
- Stworzyliśmy pięć kombinacji różnych wosków oraz substancji stosowanych do "napylania" otoczek - informuje prof. Prusiński. - Odpowiednio przygotowaliśmy nasiona i wysialiśmy je 22 grudnia w Mochełku pod Bydgoszczą.
Naukowcy z niecierpliwością czekają na wiosnę, żeby sprawdzić, jak groch, łubin i bobik przezimują, kiedy pojawią się wschody, ile nasion wzejdzie.
UTP ma już zastrzeżenie patentowe, chociaż wynalazek nie jest jeszcze sprawdzony w warunkach polowych. Potrwa to dwa, trzy sezony i jeśli koncepcja okaże się słuszna, rolnicy będą mogli siać rośliny strączkowe w listopadzie i w grudniu. Wiosną nasiona będą już w pełni zjarowizowane, o 2-5 tygodni wcześniej niż rośliny z siewu marcowego rozpoczną wegetację, będą miały silny system korzeniowy, nie wytworzą zbyt bujnej masy zielonej, za to duży plon nasion. Dojrzeją wcześnie i równomiernie. Dla rolników jest też ważne, że termin siewu przypadnie wtedy, kiedy nie mają innych prac polowych.
- Koszty tak otoczkowanego materiału siewnego wzrosną o 10-15 procent - przewiduje prof. Janusz Hermann. - Ale plony będą znacznie wyższe, więc zyski z naddatkiem je pokryją.
 
Niepotrzebne nawożenie
 
Drugie doświadczenie bydgoskich naukowców z UTP z roślinami strączkowymi dotyczy nawożenia azotem. Na te badania uczelnia zdobyła grant (215 tys. zł) z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.
- Dopiero od ośmiu lat oznaczamy w Polsce azot mineralny, czyli przyswajalne dla roślin formy azotu - mówi prof. Prusiński. - Okazało się, że jeśli w glebie jest powyżej 56 kilogramów azotu na hektar, symbioza między roślinami strączkowymi a bakteriami korzeniowymi wiążącymi azot atmosferyczny nie jest nawiązywana. A w naszych glebach często jest powyżej 70 kilogramów azotu na hektar i jeszcze zaleca się rolnikom, żeby wiosną zastosowali dawkę startową - 20 kg azotu na hektar.
Naukowcy zamierzają ustalić, przy jakiej zawartości azotu w glebie następuje nawiązanie symbiozy między roślinami motylkowymi w fazie trzech liści i bakteriami brodawkowymi (Rhizobium i Bradyrhizobium), przy jakiej zawartości N symbioza nawiązuje się z opóźnieniem, na przykład dopiero w fazie kwitnienia, albo w ogóle.
Dadzą na to odpowiedź doświadczenia polowe z łubinem i grochem oraz doświadczenia wazonowe z łubinem, w których zastosowano podłoże wzbogacone (w przeliczeniu) w 20 do 100 kg N na ha.
- Rolnicy niepotrzebnie stosują wiosenne nawożenie azotowe roślin strączkowych - przekonuje prof. Janusz Prusiński. - Będziemy mieć na to dowody po trzech latach badań.
 
Małgorzata Felińska
Fot. Jarosław Pruss
 
 
 


Komentarze
Dodaj komentarz
Zobacz wszystkie komentarze
 
© 2013 copyright APRA, wszelkie prawa zastrzeżone