Zapraszamy
na strony czasopism wydawnictwa:

Rolnik DzierżawcaNowoczesna UprawaRolniczy Przegląd TechnicznyHoduj z głową bydłoHoduj z głową świnie


Sonda
Jak oceniasz swoje zbiory kukurydzy na kiszonkę?
 
Dobrze
Źle
Trudno powiedzieć


Prawo
Uciążliwe sąsiedztwo na dystans

Odległość elektrowni wiatrowej od zabudowań mieszkalnych i obszarów cennych przyrodniczo ma wynosić co najmniej 10-krotność całkowitej wysokości wiatraka – zakłada projekt ustawy wniesiony do Sejmu 19 lutego przez posłów Prawa i Sprawiedliwości.

Poselski projekt ustawy o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych definiuje wiatrak jako budowlę składającą się co najmniej z fundamentu, wieży oraz elementów technicznych (m.in. wirnika z zespołem łopat, generatora prądotwórczego, gondoli z mocowaniem i mechanizmem obrotu) o mocy wyższej niż mikroinstalacja, czyli powyżej 40 kW.

Pozwolenie w oparciu o plan

Zgodnie z projektem, odległość między wiatrakiem a budynkami mieszkalnymi lub cennymi przyrodniczo terenami ma wynosić minimum 10-krotność całkowitej wysokości elektrowni. Będzie ona mierzona od gruntu do najwyższego punktu, wliczając łopaty, których długość zwykle wynosi 1/3-1/2 wysokości wieży. Jak twierdzą posłowie PiS, ich propozycja zapewni „fizyczne” bezpieczeństwo, w takiej bowiem odległości najczęściej będą spadać elementy wyrzucone przez łopaty, np. zmrożony śnieg i lód, a także urwane fragmenty łopat. „Kryterium to jest też zasadne z uwagi na oddziaływanie wizualne. Jednocześnie ze względu na uwarunkowania technologiczne bezpośrednio ogranicza maksymalną wielkość średnicy wirnika, która ma wpływ m.in. na skalę uciążliwych dla ludzi efektów migotania cienia i refleksów światła” – argumentują autorzy projektu.

Podkreślają, że odległość nie będzie jedynym kryterium. O możliwości stawiania wiatraka przesądzać będą wyniki przeprowadzonej oceny „uwzględniającej szereg specyficznych miejscowych uwarunkowań, których rozpoznania będzie wymagała indywidualna analiza”. Co dokładnie mają na myśli posłowie? Tego w projekcie nie precyzują.

Wiadomo natomiast, że lokalizacja elektrowni wiatrowych większych niż mikroinstalacje będzie możliwa wyłącznie na podstawie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Taki plan będzie musiał wskazywać maksymalną dopuszczalną wysokość wiatraków.

PiS przyznaje, że bezwzględny obowiązek minimalnej odległości między elektrownią a obszarami cennymi przyrodniczo mógłby skutkować blokowaniem przez wiatraki powstawania np. rezerwatów przyrody. Dlatego w projekcie ustawy znalazł się wyjątek. Możliwe będzie utworzenie parku narodowego, rezerwatu, parku krajobrazowego, obszaru Natura 2000 oraz leśnego kompleksu promocyjnego bez zachowania minimalnej odległości. Wyjątek ten będzie działał tylko w jedną stronę.

Przepisy nie będą bezwzględnie obowiązywały również w przypadku istniejących już budynków mieszkalnych. Po wejściu w życie ustawy ich właściciele będą mieli prawo do remontowania, rozbudowy, nadbudowy lub odbudowy nieruchomości nawet, jeśli spowoduje to naruszenie minimalnej odległości od elektrowni wiatrowej. Odległość ta nie będzie też dotyczyła garaży, obiektów gospodarczych i inwentarskich. Ich zagospodarowanie będzie możliwe na dotychczasowych zasadach.

Projekt mówi również o wiatrakach działających już w dniu wejścia w życie ustawy, a niespełniających zakładanej odległości. Ich właściciele będą mogli je remontować i przeprowadzać inne czynności zapewniające prawidłową eksploatację, ale bez możliwości zwiększania parametrów. W ciągu roku będą musieli uzyskać też decyzję zezwalającą na dalszą eksploatację.

Urząd pobierze opłatę

Posłowie PiS proponują, by zrezygnować z dotychczasowych zapisów zakładających podział elektrowni wiatrowej na część budowlaną i techniczną. „Cała elektrownia ma być obiektem budowlanym” - oczekują parlamentarzyści. W związku z tym obowiązywałyby ją przepisy Prawa budowlanego dotyczące użytkowania obiektów budowlanych oraz katastrof budowlanych. „Uznanie elektrowni wiatrowej za obiekt budowlany nie eliminuje ryzyka powstania awarii jej elementów. A w skrajnych przypadkach może to doprowadzić do przewrócenia się elektrowni lub odpadnięcia jej fragmentów” - podkreśla PiS. Dlatego projekt ustawy przewiduje wprowadzenie obowiązku uzyskania przez inwestora, oprócz decyzji o pozwoleniu na użytkowanie, dodatkowej decyzji zezwalającej na eksploatację. Wydawałby ją Urząd Dozoru Technicznego. Wcześniej jednak sprawdzałby przedłożoną przez inwestora dokumentację, zgodność wyposażenia elektrowni z tą dokumentacją, uczestniczyłby także w przeprowadzaniu prób funkcjonowania elektrowni.

Decyzja UDT wydawana byłaby na dwa lata. Potem traciłaby ważność. Po 18 miesiącach od jej uzyskania inwestor mógłby jednak złożyć wniosek o jej przedłużenie na kolejne dwa lata. Jak tłumaczą posłowie, miałoby to zapewnić okresową kontrolę zdatności elementów technicznych instalacji.

Co ważne, decyzja o pozwoleniu na eksploatację wygasałaby również w chwili rozpoczęcia naprawy lub modernizacji wiatraka. Po zakończeniu prac trzeba byłoby starać się o nowe pozwolenie. Inwestor musiałby też pamiętać, by wszystkie naprawy i modernizacje zgłaszać wcześniej UDT.

Urząd pobierałby opłaty. Ich wysokość określiłby w rozporządzeniu minister energii. Górna granica miałaby wynieść 1 proc. wartości inwestycji. Do czasu wejścia w życie rozporządzenia opłata pobierana byłaby jednak w maksymalnej wysokości.

PiS zaznacza, że dopuszczenie do eksploatacji elektrowni wiatrowej bez decyzji UDT lub wbrew decyzji o wstrzymaniu eksploatacji zagrożone byłoby karą grzywny, ograniczeniem lub pozbawieniem wolności do dwóch lat.

Także uniemożliwienie lub utrudnienie wykonywania pracy inspektorom UDT, niezawiadomienie ich o niebezpiecznym uszkodzeniu elementu albo o nieszczęśliwym wypadku związanym z eksploatowaniem elektrowni wiatrowej karane byłoby grzywną.

Ograniczenia uszczuplą budżet

PiS przyznaje, że proponowane rozwiązania wpłyną na ostateczne koszty funkcjonowania elektrowni wiatrowych. W związku z nowymi wymogami inwestorzy będą musieli uiszczać dodatkowe opłaty. „Szacunkowe roczne koszty dla wszystkich elektrowni wiatrowych w Polsce wyniosą 27-150 mln zł przy zachowaniu obecnego poziomu mocy elektrowni (około 5300 MW)” - zaznaczają posłowie.

Inwestorzy przyznają, że tak restrykcyjne i niekorzystne dla branży zapisy spowodują, że w Polsce trudno będzie znaleźć miejsce pod lokalizację nowych wiatraków. Zniechęcanie do inwestycji sektora wiatrowego odbije się także na budżecie państwa. - Z tytułu podatków od elektrowni wiatrowych rocznie do budżetu centralnego trafia bowiem około 620 milionów złotych, a do budżetów gmin, na terenie których stawiane są wiatraki średnio około 1,1 miliona złotych – twierdzi dr Arkadiusz Sekściński, wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej.

PiS wydaje się jednak nieprzejednane. Podkreśla, że od 2009 r. sektor energetyki wiatrowej rozwija się w Polsce niezwykle dynamicznie. A brak ram prawnych dla lokalizowania, budowy i eksploatacji wiatraków powoduje, że stają one zbyt blisko domów. To z kolei powoduje konflikty między mieszkańcami a przedsiębiorcami i władzami gmin, które na inwestycję pozwoliły. „Wiatraki hałasują, emitują infradźwięki, powodują wibracje, migotanie cienia, mogą stanowić bezpośrednie zagrożenie dla życia i zdrowia w przypadku awarii lub oblodzenia łopat elektrowni zimą” - wyliczają ich wady parlamentarzyści.

Wyjaśniają, że z tego powodu często zgłaszają się do nich właściciele nieruchomości sąsiadujących z wybudowanymi już lub projektowanymi elektrowniami oraz stowarzyszenia powstałe specjalnie, by blokować tego typu inwestycje. Jak twierdzą, dotąd wpłynęło ok. 50 wystąpień i interpelacji oraz 23 petycje, w tym 20 od stowarzyszeń.

Posłowie dodają, że pisma te zwróciły uwagę Najwyższej Izby Kontroli, która od sierpnia 2013 r. do lutego 2014 r. sprawdzała, czy organy administracji publicznej przestrzegają ograniczeń związanych z lokalizacją i budową wiatraków. Raport NIK był dla urzędników druzgocący.

Bez prawa do odszkodowania

Jego wynikami zainteresował się także rzecznik praw obywatelskich. 29 stycznia dr Adam Bodnar spotkał się z mieszkańcami Suwalszczyzny. Opowiadali oni jak pominięte przy budowie farm wiatrowych zostały ich argumenty. Przekonywali, że okolica zmieniła się w sposób nieodwracalny, a hałas stał się trudny do zniesienia w miejscach, które do tej pory były oazą spokoju. Nie da się jednak tego dowieść, gdyż pomiary uciążliwości nowych instalacji nie są rzetelnie prowadzone. Badania trwają podobno w dni, gdy wiatr nie wieje. Poza tym, nie wszystkie wyniki są mieszkańcom udostępniane. Skoro więc nie można wykazać uciążliwości inwestycji, nie można też starać się o odszkodowanie lub rekompensatę pozwalającą na przeprowadzkę w inne miejsce.

- RPO zwrócił się więc do ministrów środowiska, energii, zdrowia i budownictwa o informację na temat stanu prac związanych z ochroną siedzib ludzkich przed negatywnymi zjawiskami spowodowanymi sąsiedztwem z elektrowniami wiatrowymi – poinformowało biuro rzecznika.

22 lutego do pisma RPO ustosunkowało się Ministerstwo Energii. Wiceminister Andrzej Piotrowski zapewnił, że uregulowanie zasad lokalizacji elektrowni wiatrowych jest niezwykle istotne z uwagi na liczne protesty mieszkańców. Niemniej jednak, uchwalenie nowego prawa powinno być poprzedzone konsultacjami społecznymi.

Kiedy się rozpoczną? Na razie nie wiadomo. Projekt, choć wpłynął już do Sejmu, nie ma bowiem jeszcze nadanego numeru druku. Nowe rozwiązania miałyby wejść w życie 14 dni od momentu ich ogłoszenia.

***

Mikroinstalacje wiatrowe, czyli urządzenia o mocy do 40 kW, będą mogły być lokalizowane zarówno na podstawie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, jak i decyzji o warunkach zabudowy. Można będzie stawiać je na terenach rolniczych oraz zabudowy mieszkaniowej bez zachowania minimalnej odległości. Nowe przepisy nie będą też dotyczyły elektrowni wiatrowych budowanych na morzu.

Kamila Perkowska 

Zapraszamy do zakupu prenumeraty naszego miesięcznika, gdzie znajdziecie Państwo więcej ciekawych informacji


przeglądaj wszystkie


Komentarze
Dodaj komentarz
Zobacz wszystkie komentarze
 
© 2013 copyright APRA, wszelkie prawa zastrzeżone