Zapraszamy
na strony czasopism wydawnictwa:

Rolnik DzierżawcaNowoczesna UprawaRolniczy Przegląd TechnicznyHoduj z głową bydłoHoduj z głową świnie


Sonda
Czy Jan K. Ardanowski powinien być ministrem rolnictwa w nowym rządzie?
 
Tak
Nie
Nie mam zdania


Artykuł z numeru: 10/2019

Sadowniczy klan Rokickich


W 15-hektarowym sadzie w Białej Rawskiej (woj. łódzkie) Jan i Grażyna Rokiccy z synem Cezarym produkują jabłka deserowe. Tak prowadzą ochronę drzew, że w owocach nie ma pozostałości środków ochrony roślin. W ten sposób od trzech lat przygotowują się do sprzedaży jabłek firmie Nestle (marka Gerber).

- Mój pradziadek Piotr założył tu sad jabłoniowy prawie sto lat temu – mówi z dumą Cezary Rokicki, wiceprezes „Sadu Rokickiego”. – Kupił wtedy 24 morgi ziemi i na sześciu morgach posadził kosztele, szarą i złotą renetę oraz antonówkę. Później, w latach 50., gospodarstwo przejął dziadek Kazimierz i powiększył sad do siedmiu hektarów. Od 1974 roku sad należy do mojego ojca, później dołączyła mama. Teraz prowadzimy go wspólnie.

Zbiory mniejsze o 70 procent

Rodzina Rokickich ma się czym pochwalić. Na 15 ha rośnie pięć odmian jabłoni: Jonagored Supra, Szampion, Gala, Ligol oraz Red Jonaprince. – Najlepsza jest Gala – twierdzą zgodnie sadownicy. Przekonują, że nigdy nie produkowali najpopularniejszej odmiany na rynek wschodni (chodzi głównie o Rosję), jaką jest Idared. Dzięki temu nie odczuli zbyt mocno wprowadzenia embarga na żywność z UE przez władze rosyjskie, gdyż odmiany rosnące w ich sadzie są cenione głównie na innych rynkach. Gospodarze wprowadzają od kilku lat odmiany jednobarwne, czerwone, znajdujące zbyt w Chinach czy w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

W dobrym roku zbierają 60-70 t owoców z ha, czyli w sumie ok. 800 t. – W tym roku zimą przemrożone zostały podstawy pąków, a dzieła dokończyły majowe przymrozki, które przetrzebiły kwiaty. Dlatego zbierzemy o 70 procent mniej owoców – tylko 200-250 ton z całego areału – mówi Jan Rokicki. Ponieważ wiele polskich sadów dotknęły przymrozki, jabłek będzie mniej niż w ub.r., kiedy zabrano prawie 5 mln t. W tym roku będą to może 3 mln t. Tak więc sadownicy nie powinni stracić, mimo mniejszych zbiorów, bo ceny rosną.

- Cena skupu jabłek deserowych powinna wynosić 1,20-1,50 złotego za kilogram – przekonuje Jan Rokicki. – Nie możemy zrozumieć, dlaczego w Polsce jest tak mała różnica między ceną jabłek przemysłowych a deserowych. Jeśli przemysłowe kosztują 50 groszy za kilogram, to deserowe 80 groszy. Za mało!

Teraz ceny są dość wysokie – ubiegłoroczne, przechowane jabłka Rokiccy sprzedają po 1,20 zł/kg za wagę w skrzyni. – To już jest satysfakcjonujące – mówią. – Natomiast jabłka zebrane w tym sezonie powinny kosztować w skupie co najmniej 2 złote za kilogram. Jeśli takie będą ceny owoców jesienią, sprzedamy je zaraz po zbiorach, jeśli będą niższe – przechowamy i poczekamy na podwyżki. Możliwe, że już w tym roku, a bardziej w przyszłym, ceny w sklepach dochodzić będą do 5 złotych za kilogram – twierdzą właściciele sadu.

Atmosfera kontrolowana

Rokiccy magazynują owoce w zwykłych chłodniach na 300 t wybudowanych w latach 80. i od 2000 r. w komorach na 500 t, z kontrolowaną atmosferą (ULO) o niskim stężeniu tlenu, co pozwala przechowywać jabłka najwyższej jakości bez strat nawet przez dwa lata. – Uprawianie wielu odmian jest niekorzystne, ponieważ w komorze chłodniczej najlepiej przechowywać jedną. Chociaż my najczęściej przechowujemy w jednej komorze jabłka dwóch odmian, czasem więcej, w zależności od zamówienia odbiorcy – eksportera – wyjaśnia Cezary Rokicki. Żeby ewentualna awaria prądu nie wyłączyła komór przechowalniczych, właściciele gospodarstwa zainwestowali w agregat prądotwórczy. W przyszłym roku chcą dobudować kolejną komorę ULO, ponieważ liczą na coraz większe zbiory – nowe kwatery obsadzają w innych rozstawach niż starsze, dzięki czemu na hektarze rośnie więcej drzewek – 3000-3500.

- Ponadto w tym roku po zbiorach nie wytniemy ani hektara – zapowiada Cezary Rokicki. – W przyszłym roku zbierzemy więc prawdopodobnie o około 150 ton więcej niż średnio w poprzednich latach, bo nie będzie obniżki owocowania, jak przy nowo posadzonych drzewkach. A w kolejnym sezonie, jeśli nie będzie niekorzystnych zdarzeń pogodowych, zanosi się na obfite owocowanie, bo drzewa są wypoczęte i ładnie zawiązują pąki.

Woda z nawozami

Dwuletnie drzewka sadownicy sadzą jesienią. Materiał szkółkarski zawsze pochodzi z jednego pewnego źródła. W terminie jesiennym młode jabłonie dobrze się ukorzeniają, a zbiory są o rok przyspieszone w porównaniu z nasadzeniami wiosennymi. Niestety, istnieje ryzyko wymarznięcia.

Na całym areale właściciele założyli nawadnianie kropelkowe, przez które, dzięki metodzie fertygacji, zasilają rośliny w niezbędne składniki pokarmowe. Oczywiście regularnie przeprowadzają badania gleby, aby dokładnie określić skład nawozów. – Robimy to techniką mapowania pola, w której wykorzystuje się urządzenia GPS. Próby zawsze pobieramy z tych samych miejsc, lokalizowanych za pomocą rejestratora kartograficznego – wyjaśnia Cezary Rokicki. – Na podstawie otrzymanych wyników analizy chemicznej tworzymy mapę zasobności i zmienności gleby. Umożliwia nam ona precyzyjne dobieranie dawek nawozów, sprawdzanie efektywności nawożenia i śledzenie zmian w składzie chemicznym gleby. W naszym gospodarstwie jest ona bardzo zróżnicowana i wydajność nie jest jednakowa na całej powierzchni. Po kilku latach stosowania tej metody doszliśmy do perfekcji w ocenie, czego drzewa w naszym sadzie potrzebują.

Czujniki umieszczone w glebie wykrywają jej wilgotność i gdy jest to potrzebne włącza się nawadnianie. Woda pobierana jest ze studni głębinowej, w której słup znajduje się na 6-7 m głębokości. Sadownicy nie przekraczają średniego rocznego zużycia 5 m3na dobę, więc nie potrzebują pozwolenia wodnoprawnego i na razie nie ponoszą opłat z tego tytułu. Gospodarstwo ma własną stację uzdatniania wody do nawadniania.

Przy tak drastycznych zmianach pogody, jakie obecnie obserwujemy, niezbędne jest nie tylko nawadnianie. Gdy temperatury są bardzo wysokie, co grozi poparzeniem skórki owoców i utratą ich jakości, gospodarze zabielają jabłka – opryskują sad mieszaniną węglanu wapnia i glinki kaolinowej, dzięki czemu na owocach pojawia się biały nalot odbijający promienie słoneczne, łatwo spłukiwany przez deszcz.

Perfekcyjna ochrona

Państwo Rokiccy od trzech lat należą do założonego wspólnie z kilkoma sadownikami Stowarzyszenia Perfect Fruits. Teraz zrzesza ono 70 czołowych właścicieli sadów jabłoniowych z województw mazowieckiego, łódzkiego i lubelskiego. Właściciele „Sadu Rokickiego” zobowiązali się do produkcji owoców w całym sadzie w systemie „bez pozostałości”, dodatkowo jedną kwaterę przeznaczyli na sad wdrożeniowy technologii ProNutiva, stworzonej przez firmę UPL (dawniej Arysta LifeScience).

Każdy członek stowarzyszenia ma odpowiednią aplikację w smartfonie, która pomaga mu w uprawie, podpowiadając odpowiednie zabiegi. Technologia gwarantuje, że w jabłkach praktycznie nie ma pozostałości pestycydów (do 0,01 mg/kg). Pozwala korzystać z konwencjonalnych środków ochrony roślin przy wsparciu biostymulatorów i regulatorów wzrostu, a w drugiej połowie okresu wegetacji (po kwitnieniu) wykorzystuje wyłącznie preparaty biologiczne. Sadownicy używają m.in. środków: Arysta Siarka, Goëmar BM Start (biostymulator kwitnienia z alg morskich), Promalin (regulator wzrostu) oraz biologiczne insektycydy – Carpovirusine Super SC i Xen Tari WG, a także fungicyd Plantivax zapobiegający chorobom przechowalniczym. Te środki nie mają okresu karencji lub wynosi on jeden dzień. Nie niosą ryzyka uodpornienia się szkodników i są selektywne dla fauny pożytecznej, co jest istotne, ponieważ w sadzie mieści się pasieka z 16 ulami pszczoły miodnej i czterema domkami murarki. W sumie jest tu ok. 20 tys. owadów, którymi zajmuje się zawodowy pszczelarz. – Murarkę będziemy ograniczać, bo wydaje nam się, że te owady przenoszą choroby – podejrzewa Cezary Rokicki.

Chwasty sadownicy zwalczają jednym opryskiem na bardzo młode rośliny, a następnie mechanicznie, wykaszając je (planują zakup pielnika). Przerzedzanie zawiązków wykonują przy użyciu środków chemicznych.

Owoce bez pozostałości pestycydów państwo Rokiccy chcą zaoferować sieciom handlowym. Liczą na to, że dostaną wyższe ceny niż za jabłka wyprodukowane metodą konwencjonalną, choćby dlatego, że środki biologiczne działają krócej, a więc potrzeba więcej oprysków, więcej przejazdów. Na przykład do zwalczenia zwójki siatkóweczki, która stanowi największy problem w sadzie, potrzebnych było sześć oprysków, a przy użyciu „zwykłych” środków ochrony roślin – dwa, trzy.

 

Cały tekst można przeczytać w październikowym numerze miesięcznika „Przedsiębiorca Rolny”

 

Małgorzata Felińska
Fot. Jarosław Pruss 



Komentarze
Dodaj komentarz
 
© 2013 copyright APRA, wszelkie prawa zastrzeżone | Polityka prywatności | Regulamin | Regulamin prenumerat