Zapraszamy
na strony czasopism wydawnictwa:

Rolnik DzierżawcaNowoczesna UprawaRolniczy Przegląd TechnicznyHoduj z głową bydłoHoduj z głową świnie


Sonda
Czy jeździsz na spotkania polowe organizowane przez firmy nasienne i chemiczne?
 
Tak, często
Tak, rzadko
Nie jeżdżę


Artykuł z numeru: 1/2020

Nie dają się suszy


Sześciu rolników z Kujaw jedenaście lat temu założyło grupę producentów warzyw. Mimo że unijne dotacje dawno się skończyły grupa radzi sobie nieźle, współpracuje z blisko 60 kontrahentami w kraju, z gospodarstwami zagranicznymi i nieustannie inwestuje. Ostatnio w nawadnianie pól.

Grupa Producentów Agros sp. z o.o. z siedzibą w Cieślinie (woj. kujawsko-pomorskie) powstała w 2008 r. z inicjatywy sześciu rolników z Kujaw, uprawiających warzywa. W 2014 r., gdy Rosja wprowadziła embargo na polską żywność, większość grup produkujących warzywa i owoce znalazła się w trudnej sytuacji. Dotyczyło to też grupy Agros, której zarząd postanowił wtedy przyjąć nowych członków.

– Od 1998 roku pracowałem w Wielkiej Brytanii, w gospodarstwie rolnym. W 2014 roku wróciłem jednak do Polski i przystąpiłem do grupy Agros razem z kilkoma innymi rolnikami. Pozwoliło to poszerzyć ofertę spółki o sałaty i seler naciowy, czyli o gatunki, z którymi miałem styczność na Wyspach – mówi Adam Różycki, prezes Grupy Producentów Agros, właściciel jednego z gospodarstw zrzeszonych w grupie, która obecnie liczy 11 rolników uprawiających, cebulę, groszek, fasolkę, marchew, sałaty (lodową i rzymską mini), seler naciowy, brokuły, kalafiory oraz kapustę pekińską na łącznej powierzchni ok. 1200 ha.

Udziałowcy spółki rozważają poszerzenie działalności o kolejne grupy produktów i w związku z tym planują przyjęcie nowych członków uprawiających warzywa szklarniowe oraz pieczarki. To proces czasochłonny, gdyż obie strony – grupa i producent – muszą być pewne wzajemnych relacji.

Grupa Agros jest z kolei członkiem Stowarzyszenia Producentów Owoców i Warzyw Cuiavia, w skład którego wchodzi 18 takich organizacji. – Jako stowarzyszenie chcemy mieć wpływ na kształt narodowego planu strategicznego, który musi być logiczny i zmieniać strukturę naszego rolnictwa – mówi prezes Różycki. – Każdy kraj ma inne potrzeby i w związku z tym wypracowuje inną strategię. W Polsce brakuje wody, mamy jej mniej niż w Egipcie, co może się wydawać absurdalne, ale to fakt. Ważne są też aspekty środowiskowe, bo jeśli sami nie zadbamy o środowisko, to jaką przyszłość zgotujemy następnym pokoleniom?

Przypomnijmy: państwa członkowskie UE opracowują obecnie narodowe plany strategiczne dotyczące rolnictwa. Mają one obejmować całą Wspólną Politykę Rolną, pierwszy oraz drugi filar, i zapewniać realizację celów WPR. Plany muszą zostać zatwierdzone przez Komisję Europejską, co nastąpi prawdopodobnie w drugiej połowie 2020 r. KE będzie też nadzorować ich wykonanie.

 
Najlepsze kropelkowe

Kujawy są regionem najbardziej (obok woj. lubuskiego i łódzkiego) dotkniętym suszą – tu ilość opadów w sezonie wegetacyjnym często nie przekracza 380 mm. A ponieważ zawartość wody w świeżej masie roślin warzywnych wynosi 80-93 proc., nawet krótkotrwały niedobór wilgoci w czasie ich wzrostu powoduje obniżenie plonu i pogorszenie jego jakości. Bez nawadniania nie można więc uzyskać wysokich, stabilnych i dobrej jakości produktów. Umożliwia ono także terminowy wysiew, sadzenie oraz zbiór warzyw. Większość członków grupy Agros uprawiających warzywa polowe stosuje różnego rodzaju systemy nawadniające, zapobiegające stratom suszowym. Można więc u nich porównać ich zalety i wady.

Działko nawadniające uszkadza młode rośliny, powoduje ubijanie gleby i tworzenie tzw. skorupy, która stwarza problemy przy wschodach roślin. Dawka wody jest nierównomierna w nawadnianym pasie, szczególnie gdy wieje wiatr. W okresie wysokich temperatur następuje utrata wody poprzez parowanie, a rośliny są narażone na szok termiczny. Hektar trzeba nawadniać przez 6 godz. Natomiast zalety tego systemu to: stosunkowo niskie koszty zakupu (ok. 450 zł/ha), możliwość łatwego przemieszczania z pola na pole i niska czasochłonność obsługi w trakcie podlewania.

Lepsze rezultaty daje konsola nawadniająca, która podaje jednolitą dawkę wody i powoduje mniejsze niż działko ubicie ziemi. Łatwo ją przemieścić z pola na pole, obsługa nie jest czasochłonna, a koszt zakupu wynosi ok. 850 zł/ha. Konsola ma też wady – zły dobór dysz może doprowadzić do nadmiernego ubicia gleby, przy silnym wietrze woda podawana jest w nierównomiernych dawkach w nawadnianym pasie, należy ograniczać nawadnianie gdy temperatury są wysokie, ponieważ następuje wtedy utrata wody poprzez parowanie, a rośliny narażone są na szok termiczny. Hektar trzeba nawadniać 4,5 godz.

Alternatywą dla konsoli nawadniających są zraszacze rozkładane na polu wraz liniami doprowadzającymi wodę – aluminiowymi bądź z tworzyw sztucznych. To niestety metoda pracochłonna, która najlepiej sprawdza się w uprawach o długim okresie wegetacyjnym. Wadą jest nierównomierność dawki wody przy niekorzystnych warunkach wietrznych.

Najlepsze – zdaniem producentów – jest nawadnianie kropelkowe, dzięki któremu oszczędza się wodę, ponieważ podlewa się „pod korzeń”, uprawa jest wyrównana, jakość zbiorów dobra, bo jednocześnie z nawadnianiem można podawać nawozy rozpuszczalne w wodzie. Oszczędza się też energię. Jest to jednak najdroższa metoda nawadniania, której koszt wynosi 1850 zł/ha. Jest też pracochłonna, szczególnie w uprawach o krótkim okresie wegetacji. – Mimo to jako optymalne rozwiązanie rekomendujemy właśnie nawadnianie kropelkowe – mówi prezes Różycki. – Daje ono możliwość optymalizacji i automatyzacji procesu nawadniania, redukując zużycie wody. Zwykle działa przy niższym ciśnieniu, co obniża koszty energii. Mimo wyższego kosztu w krótkiej perspektywie jest to najbardziej opłacalna metoda – plony przy kropelkowym nawadnianiu są o około 15 procent wyższe niż z upraw nienawadnianych.

 
Węże na polach

W gospodarstwach grupy Agros naziemne nawadnianie kropelkowe pojawiło się w 2015 r., a obecnie węże rozłożone są na części upraw sałat, selera naciowego i cebuli. W przyszłości planowane jest poszerzanie powierzchni objętych nawadnianiem kropelkowym, jak również objęcie nim innych gatunków warzyw, m.in. okopowych. – Wcześniej stosowaliśmy tylko działka wodne i konsole nawadniające. Przekonaliśmy się jednak, że przechodząc na nawadnianie kropelkowe oszczędzamy 30 procent wody – mówi Adam Różycki. – W 2018 roku na nawadnianie kropelkowe zdobyliśmy unijne dofinansowanie z Programu Operacyjnego dla uznanych grup producentów, a my realizację tego programu rozpoczęliśmy w 2019 roku. Wysokość pomocy finansowej jaką uzyskaliśmy na zakup nawodnienia kropelkowego wynosi ponad 350 tysięcy złotych. Przetestowaliśmy je w gospodarstwie jednego z naszych członków, który produkuje najwięcej sałaty i selera naciowego.

Ponadto pola w gospodarstwach grupy Agros nawadnia sieć rurociągów połączonych ze studniami głębinowymi oraz trzema zbiornikami retencyjnymi, w których gromadzona jest woda opadowa. W zbiornikach jest ona naturalnie nagrzewana, natleniana oraz odżelaziana.

W racjonalnym dawkowaniu wody pomaga własna stacja meteorologiczna i sensory wilgotności gleby, które wskazują, kiedy dana uprawa potrzebuje wody.

- Martwi nas poziom wód w oceanach, ekstremalne i częste zmiany pogody – od suszy poprzez podtopienia, a zapominamy o glebie, która stanowi ważny i często pomijany element systemu klimatycznego – przypomina prezes Różycki. – Jest po oceanach drugim największym pochłaniaczem i magazynem dwutlenku węgla, który odpowiada za te zmiany. Zrównoważone użytkowanie gruntów może pomóc w łagodzeniu zmian klimatu i przystosowywaniu się do nich. Musimy powstrzymać erozję gleb w naszych gospodarstwach poprzez odpowiednie zmianowanie, poplony, melioracje, czyli ciągłe dbanie o rowy melioracyjne i system drenów oraz precyzyjne i świadome nawożenie.

Prezes Różycki podkreśla, że rolnicy należący do grupy Agros minimalizują ochronę chemiczną i nawożenie mineralne. Na razie resztki warzywne z przechowalni w Cieślinie trafiają do biogazowni Zakładów Mięsnych Viando w pobliskich Radojewicach, ale grupa buduje nowoczesny system kompostowania odpadów, w którym na razie będzie przetwarzana na kompost tylko część resztek poprodukcyjnych (270 t rocznie), a w przyszłości, kiedy kompostownik zostanie rozbudowany przejmie 100 proc. odpadów z warzyw. Kompost będzie powstawał przez cztery tygodnie w kontenerach ustawionych na płycie betonowej, a później musi dojrzewać przez kolejne sześć, zanim zostanie wywieziony na pola gospodarstw członków grupy. 

Cały tekst można przeczytać w styczniowym numerze miesięcznika „Przedsiębiorca Rolny”
 
Małgorzata Felińska
Fot. Jarosław Pruss


Komentarze
Dodaj komentarz
 
© 2013 copyright APRA, wszelkie prawa zastrzeżone | Polityka prywatności | Regulamin | Regulamin prenumerat