Spadki cen, pełne magazyny i wyścig o eksport

2026-03-18

Początek roku 2026 przynosi polskim producentom mleka kolejną falę niepewności. Spadki cen skupu, rosnąca podaż surowca oraz trudności ze sprzedażą produktów mleczarskich na rynkach zagranicznych powodują, że sektor wchodzi w nowy sezon w warunkach silnej presji ekonomicznej.

Początek roku to dla rynku mleka szczególny okres. W wielu krajach Europy, także w Polsce, właśnie wtedy pojawiają się obniżki cen skupu. Choć dla rolników jest to trudny moment, eksperci podkreślają, że zjawisko ma charakter cykliczny i wynika z naturalnego rytmu handlu oraz produkcji mleka. Jak wyjaśnia Martin Ziaja, producent mleka i przewodniczący Rady Ekonomicznej ds. Produkcji i Rynku Mleka przy Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka, kluczowym problemem są zapasy zgromadzone w magazynach zakładów przetwórczych.

Obniżki wynikają z tego, że ciągle trudno zagospodarować towar. Na przełomie roku handel praktycznie się zatrzymał, a ruszył dopiero po 6 stycznia – tłumaczy Martin Ziaja.

Powtarzalny, ale wyjątkowo silny zastój

Przerwa świąteczno-noworoczna co roku powoduje spowolnienie sprzedaży produktów mleczarskich. Tym razem jednak zastój był dłuższy niż zwykle, co zbiegło się z wyjątkowo dużą podażą mleka w Europie.

To sytuacja, która powtarza się co roku, ale w tym sezonie była wybitna, bo handel zamarł na dłużej, a jednocześnie mamy do czynienia z dużą nadprodukcją – podkreśla Ziaja.

Dane pokazują, że mleka na rynku jest coraz więcej. W Niemczech produkcja wzrosła rok do roku o około 6,5 proc., a w Polsce o blisko 4,7 proc. To oznacza, że zakłady przetwórcze muszą zagospodarować większe ilości surowca, co w warunkach ograniczonego popytu wpływa na spadek cen.

Cały czas jest więcej mleka i jeszcze nie ma wyhamowania produkcji. Spodziewam się, że ograniczenie może nastąpić dopiero późną wiosną, w maju lub nawet czerwcu – ocenia ekspert.

Dlaczego rolnicy nie ograniczają produkcji zimą?

Hodowcy bydła mają przygotowane zapasy pasz, a sprzedaż krów zimą oznaczałaby straty.

Każde gospodarstwo robi zapasy kiszonki. Nawet jeśli ktoś planuje likwidację części stada, i tak nastąpi to dopiero wiosną. Zimą nikt nie sprzeda krów, bo co potem zrobić z paszą? – zauważa Ziaja.

W większych fermach częstą strategią w czasie kryzysu jest zwiększanie produkcji, aby zrekompensować niższe ceny skupu. Koszty stałe, takie jak utrzymanie obory, sprzętu czy pracy, pozostają bowiem na podobnym poziomie.

Maciej Baurycza, prezes gospodarstwa Fortune Cieszymowo, wskazuje, że spadek cen jest odczuwalny bezpośrednio w wynikach finansowych jego firmy.

W zeszłym roku mieliśmy cenę za mleko 2,30 zł za litr. Obecnie jest to 1,88 zł. Wówczas zarabialiśmy, teraz jest różnie – podkreśla.

Dzieje się tak dlatego, że w ubiegłym roku firma zrealizowała dużą inwestycję. Nowy oddany we wrześniu 2025 r. kompleks obejmuje m.in. halę udojową typu batch milking z 24 robotami Delaval VMS v300 oraz jednym robotem w porodówce. Do tego dochodzi obora na 500 stanowisk, dwa jałowniki dla 700 jałówek i cała infrastruktura towarzysząca.

Tego typu inwestycje są długoterminowe i nawet w czasie kryzysu nie możemy się z nich wycofać. Dlatego mamy wyznaczone cele i dążymy do ich realizacji. Teraz priorytetem jest zasiedlenie nowej obory – zaznacza Baurycza.

tekst i fot. Mirosław Lewandowski

Cały tekst można przeczytać w wydaniu 03/2026 miesięcznika „Przedsiębiorca Rolny”

Zapoznałem się z informacją o
administratorze i przetwarzaniu danych

Komentarze

Brak komentarzy