Wołowina premium z hereforda

2026-07-10

Golmanowscy zdecydowali się na sprzedaż wołowiny w ramach Rolniczego Handlu Detalicznego (RHD), odpowiadając na liczne zapytania ze strony znajomych i klientów. Dzięki temu w ich gospodarstwie zostaje większa część zysku, a odbiorcy mają bezpośredni dostęp do wołowiny premium, pochodzącej prosto od producenta.

Krzysztof Golmanowski z Sugajenka w woj. warmińsko-mazurskim wraz z żoną Hanną i synem Marcelem prowadzą hodowlę bydła hereford. Jego przygoda ze zwierzętami tej rasy zaczęła się w 2013 r. Wówczas gospodarz kupił dwie jałówki w wieku 12-13 miesięcy i przekonał się o zaletach herefordów.

Jest to mało popularna w Polsce rasa, ale jednocześnie mało wymagająca, jeżeli chodzi o warunki utrzymania i żywienie. Ponadto zwierzęta te są spokojne, wycielenia mamek łatwe, a uzyskana wołowina cechuje się wysoką wartością kulinarną, dlatego mój wybór padł na to bydło – podkreśla Krzysztof Golmanowski.

Zmienił strategię rozrodu

Rolnik przejął gospodarstwo od rodziców. W tamtym czasie obejmowało ono 17,5 ha gruntów oraz niewielkie stada bydła mlecznego i trzody chlewnej, które w krótkim czasie zostały zlikwidowane.

Na początku kupowałem cielęta rasy h-f lub ich mieszańce, ale różnie z tym bywało. Raz pojawiały się problemy zdrowotne, innym razem spadała opłacalność – wspomina hodowca. – Przełomowym momentem była rozmowa z kolegą z pracy, którego brat zajmował się hodowlą bydła rasy hereford. Zaprosił mnie do swojego gospodarstwa. Gdy zobaczyłem herefordy, od razu mi się spodobały – opowiada rolnik.

Początkowo stado było niewielkie, jednak właściciel od początku miał ambitne plany rozwoju. Dokupował kolejne jałówki, aby jak najszybciej zwiększyć liczebność stada i uzyskać regularną produkcję cieląt. Na początku próbował wykorzystywać inseminację, jednak efekty nie były satysfakcjonujące.

Miałem osiem czy dziesięć jałówek i wydawało mi się, że nie ma sensu kupować byka. Korzystałem z inseminacji, ale nie zawsze się udawało, ponieważ trzeba dobrze wykrywać ruję i mieć doświadczenie w tej dziedzinie – tłumaczy Krzysztof Golmanowski, dodając: – Zmieniłem decyzję po rozmowie z lekarzem weterynarii. Powiedział mi, żebym nawet do tak małego stada kupił byka, nawet, jeśli jego cena będzie dwukrotnie wyższa niż jałówki, i miał rację. Od tego momentu rozród stał się znacznie prostszy i bardziej skuteczny.

Gospodarz wymienia buhaja rozpłodowego co 2-3 lata. Jednocześnie zmienił on strategię rozrodu i w tym sezonie po raz pierwszy planuje wpuszczenie rozpłodnika do stada dopiero na początku lipca. Celem tej decyzji jest przesunięcie terminów wycieleń na bardziej sprzyjający okres roku. Rolnik chce uniknąć narodzin cieląt w styczniu i lutym, kiedy niskie temperatury oraz trudniejsze warunki środowiskowe zwiększają ryzyko problemów zdrowotnych i strat w stadzie. W jego planach jest również zakup nowoczesnego systemu monitoringu wycieleń. Zainteresowały go specjalistyczne kamery współpracujące z aplikacją mobilną, które umożliwiają całodobową obserwację zwierząt. System może automatycznie wysyłać powiadomienia na telefon hodowcy w momencie rozpoczęcia porodu, co pozwala szybko zareagować w przypadku komplikacji.

Dopłaty pomogły wyznaczyć cel

Jednym z celów rozwoju gospodarstwa było osiągnięcie liczby 30 krów mamek, ponieważ taki poziom pozwalał w pełni wykorzystać dostępne wówczas systemy wsparcia.

Planowałem dojść do 30 krów, ponieważ wtedy można było otrzymać dopłaty do takiej liczby zwierząt. Gdy już osiągnąłem ten poziom, zasady zostały zmienione i wsparcie objęło jedynie 20 sztuk – wspomina gospodarz.

Mimo zmian w systemie dopłat utrzymuje obecnie stado liczące około 30 krów. Gospodarstwo posiada także certyfikat jakości QMP, potwierdzający wysokie standardy produkcji wołowiny. Stado podstawowe jest żywione prostymi dawkami, w skład których wchodzą pasze wyprodukowane w gospodarstwie. Wieczorem zwierzęta otrzymują przede wszystkim słomę oraz pasze objętościowe, w tym siano i kiszonkę z lucerny. Rano natomiast krowy dostają kiszonkę z kukurydzy, która stanowi główne źródło energii w diecie. Do tego podawana jest śruta zbożowa w formie gniecionej. W jej skład wchodzą: żyto, pszenżyto i owies, a także śruta rzepakowa, kreda pastewna, drożdże oraz suplementy witaminowe. Całość dawki uzupełnia również łoma.

W praktyce dla około trzydziestu krów stosuję mniej więcej 50 kg gniecionej śruty dziennie, co daje średnio 1,6 kg paszy na sztukę – mówi gospodarz.

Powierzchnia upraw od momentu przejęcia gospodarstwa praktycznie się nie zmieniła. Jak przyznaje właściciel, w okolicy zakup ziemi jest bardzo kosztowny, dlatego rozwój poprzez powiększanie areału nie zawsze jest ekonomicznie uzasadniony. W strukturze zasiewów główną rolę odgrywają rośliny przeznaczone na paszę dla bydła. Wśród upraw znajduje się 5 ha lucerny prowadzonej w systemie ekologicznym. Kolejne 3 ha stanowią trawy na gruntach ornych uprawiane również w ekologii. W gospodarstwie są także 3 ha pszenicy, 2 ha pszenżyta oraz około 4 ha kukurydzy z przeznaczeniem na kiszonkę.

Inwestycja w nowe budynki

Kiedy Krzysztof Golmanowski przejmował gospodarstwo, jego zaplecze opierało się głównie na obiektach wzniesionych jeszcze w latach 70. i 80. XX wieku. Modernizacja gospodarstwa rozpoczęła się w 2016 r., kiedy powstała nowa obora. Dwa lata później, w 2018 r., gospodarstwo wzbogaciło się o kolejny budynek inwentarski. Dynamiczny rozwój produkcji wymagał dalszych inwestycji, dlatego w 2020 r. hodowca wybudował także garaż o wymiarach 12 na 34 m, przeznaczony do przechowywania maszyn i sprzętu rolniczego. Na tym jednak rozwój się nie zakończył. Dwa lata temu ukończono budowę najnowszego budynku o wymiarach 34 na 10 m, połączonego ze starszą oborą. Jego konstrukcję nośną stanowią stalowe filary, natomiast dach wykonano z płyt warstwowych. Rolnik zdecydował się również na zastosowanie ścian z betonu lanego, co zwiększyło trwałość budynków i jednocześnie przyśpieszyło realizację inwestycji. Wszystkie budynki zostały wyposażone również w przesuwne drzwi, które ułatwiają codzienną obsługę stada.

Pasza treściwa dla cieląt

W gospodarstwie Krzysztofa Golmanowskiego cielęta pozostają przy matkach przez około siedem miesięcy. Od pierwszych tygodni życia są one stopniowo przyuczane do pobierania pasz stałych, co ma zapewnić ich prawidłowy rozwój oraz dobre przyrosty masy ciała. W skład ich dawki wchodzą przede wszystkim: owies, kukurydza, jęczmień, śruta sojowa oraz dodatki mineralno-witaminowe. Dietę uzupełnia również siano, które wspomaga prawidłowe funkcjonowanie przewodu pokarmowego i rozwój żwacza. Wszystkie ziarna są gniecione, a nie śrutowane. Rolnik sam przygotowuje mieszankę paszową w gospodarstwie, dzięki czemu ma pełną kontrolę nad jej składem i jakością. Jak przyznaje, decyzja o przejściu na zboże gniecione była wynikiem własnych obserwacji oraz doświadczeń związanych ze zdrowotnością cieląt. Po wprowadzeniu tej zmiany zauważył nie tylko poprawę kondycji zwierząt, ale również lepsze wykorzystanie paszy i wyższe przyrosty masy ciała. Cielęta po odsadzeniu są kierowane do dalszego użytkowania zgodnie z potrzebami gospodarstwa. Część jałówek przeznaczana jest na remont stada lub sprzedaż, natomiast wszystkie buhajki trafiają do opasu.

Zawsze wolę zostawić sobie kilka jałówek więcej. Jeśli później okaże się, że nie potrzebuję wszystkich do remontu stada, mogę sprzedać cielną jałówkę, a wtedy cena jest znacznie korzystniejsza – wyjaśnia hodowca.

Oprócz materiału hodowlanego przeznaczonego na potrzeby własnego stada gospodarstwo oferuje również odsadki, a zainteresowanym hodowcom sprzedaje także byczki hodowlane.

tekst i fot. Remigiusz Kryszewski

Cały tekst można przeczytać w wydaniu 07/2026 miesięcznika „Przedsiębiorca Rolny”

Zapoznałem się z informacją o
administratorze i przetwarzaniu danych

Komentarze

Brak komentarzy