Grypa ptaków przypomniała o swojej sile
2026-07-10
Niemal 150 ognisk grypy ptaków na komercyjnych fermach drobiu w Polsce odnotował od początku roku Główny Inspektorat Weterynarii. Oznacza to, że skala zachorowań na HPAI jest najwyższa od 5 lat.
Zagrożenie nie ominęło zagłębi produkcyjnych na północnym Mazowszu, w Wielkopolsce oraz na Warmii i Mazurach. Konieczność utylizacji blisko 10 mln sztuk ptaków wpłynęła na funkcjonowanie rynku oraz układ sił między czołowymi producentami i dostawcami do sieci handlowych. Szczególnie że w szczytowym okresie zachorowań sygnalizowano szereg trudności w realizacji kontraktów w terminie.
Krótko, ale mocno
Do końca marca skala występowania wirusa HPAI na polskich fermach nie była powodem do niepokoju branży. Sytuacja zmieniła się w kwietniu, gdy liczba ognisk uległa podwojeniu, a wzrost zachorowań nakładał się na istotne dla rynku drobiu i jaj święta wielkanocne. Kulminacyjna fala grypy ptaków utrzymała się do drugiej połowy maja, ale jej rynkowe konsekwencje są widoczne do teraz, na co zwrócił uwagę główny lekarz weterynarii, Paweł Meyer. – Implikacje są bardzo dotkliwe ze względu na skalę zachorowań drobiu i idącą za tym likwidację stad. Spadła liczba ubojów, obniżyła się nieśność, zakłady z obszarów zagrożonych trafiały do stref z ograniczeniami. Nie mogły swobodnie eksportować poza Unię Europejską, a dla wielu utrata rynków oznaczała uszczuplenie dochodów – wyjaśniał GLW.
W strukturze zakażonego drobiu dominowały odmiany rzeźne. Przede wszystkim brojlery, indyki oraz kaczki. W 12 przypadkach przymusowa likwidacja dotyczyła stad gęsi. W odniesieniu do kur niosek mowa w sumie o 24 ogniskach. Choć w czerwcu nie odnotowano nowych przypadków zachorowań, wiosenny nawrót HPAI skutkował większą skalą likwidacji drobiu, niż w całym poprzednim roku.
Na rynku jaj popłoch
Wpływ nawrotu grypy ptaków był szczególnie widoczny na rynku jaj. Oznaczał ograniczenie podaży i braki w niektórych segmentach. Do tego: wzrosty cen, problemy z terminowością dostaw oraz zwiększenie presji importowej. Redukcje dotyczyły przede wszystkim jaj alternatywnych, czyli od ściółkowych i od kur z wolnego wybiegu. Popularne „dwójki” i „jedynki” stanowią dominująca grupę w ofercie sieci handlowych. Poszukując sposobów na stałą dostępność taniego towaru, największy krajowy dyskont Dino postanowił czasowo wrócić do „trójek”, czyli jaj klatkowych: – W celu zapewnienia pełnej dostępności jaj w cenach przystępnych dla konsumentów sieć podjęła decyzję o czasowym wprowadzaniu do oferty w 2026 r. jaj pochodzących od kur z chowu klatkowego – przekazano w komunikacie prasowym.
Choć ostatnie tygodnie nie przyniosły pogłębienia kryzysu, konsekwencje dotychczasowych zawirowań mogą być odczuwalne jeszcze przez najbliższe miesiące. Jak wyjaśniał prezes Krajowej Federacji Hodowców Drobiu i Producentów Jaj Paweł Podstawka: – Odbudowa stad kur niosek trwa miesiącami, czasu wymaga uzyskanie pełnej wydolności. Nawet osiągnięcie tego stanu nie może wpłynąć od razu na generalną sytuację, bo mamy widoczne deficyty w podaży jaj. Jesteśmy skazani na taką rynkową huśtawkę, jeszcze bez zmiany w międzynarodowym podejściu do zwalczania HPAI. Mam tu na myśli szczepienia uruchomione już za granicą w systemie pilotażowym.
tito
fot. Mirosław Lewandowski
Cały tekst można przeczytać w wydaniu 07/2026 miesięcznika „Przedsiębiorca Rolny”
Komentarze
Brak komentarzy