Mleczarstwo w obliczu niepewności
2026-01-21
Europejski rynek mleka wszedł w fazę wstrząsów, które coraz wyraźniej odczuwa także polski sektor. Po latach wysokich cen i stabilnego popytu dziś branża musi mierzyć się z turbulencjami, nadpodażą i rosnącymi kosztami produkcji.
Sytuacja na światowym rynku mleka od miesięcy wywołuje niepokój wśród producentów. W normalnych warunkach końcówka roku przynosiła zawsze lekki wzrost cen. Tymczasem miniony przełamał ten schemat. Notowania surowca spadały praktycznie od jego początku, a rolnicy, mimo że średnia za 10 miesięcy wciąż jest wyższa niż za 2024 r., patrzą w przyszłość z obawami.
– To pierwszy taki przypadek, że końcówka roku nie przynosi odbicia. Obecne ok. 2,20 zł za litr nie jest satysfakcjonujące przy obecnych kosztach produkcji – podkreśla Dorota Grabarczyk, analityk rynku mleka z Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka.
Globalna nadprodukcja ciąży na cenach
Za hektolitr mleka w październiku 2025 r. płacono w skupie 220,64 zł, tj. o 1,3 proc. mniej niż w poprzednim miesiącu (223,47 zł), ale o 0,2 proc. więcej niż przed rokiem (220,23 zł). Cena więc wyraźnie zmalała. Kluczowym czynnikiem, który wpłynął na tę sytuację, jest znaczny wzrost produkcji we wszystkich najważniejszych regionach mleczarskich świata.
– We wrześniu ubiegłego roku (2025) produkcja wzrosła aż w 22 krajach Unii Europejskiej, w tym również u kluczowych producentów mleka, tj. Niemcy odnotowały 5 proc. wzrostu, a Francja 6 proc. Po latach spadków to duży zwrot – informuje Dorota Grabarczyk.
Na tym lista się nie kończy. Produkcja rośnie również w Nowej Zelandii o 1,6 proc., w Wielkiej Brytanii o 4,7 proc., a w Stanach Zjednoczonych o ok. 2 proc. Jedynie w Australii obserwowano spadek, choć tamtejsze korzystne warunki pogodowe mogą szybko zmienić sytuację.
Źródłem ożywienia produkcji mleka w Europie, jak donoszą eksperci z departamentu analiz makroekonomicznych Credit Agricole Bank Polska S.A., były wyjątkowo korzystne warunki agrometeorologiczne latem (brak stresu cieplnego, obfitość taniej paszy). Na europejską konkurencyjność wpływają także 15-procentowe cła na unijne produkty nałożone przez USA oraz spadki cen kontraktów na nowozelandzkiej giełdzie GDT. Wspólnie tworzy to presję na obniżki cen surowca. Niestety najbliższe miesiące nie przynoszą optymistycznych wieści.
– Nie spodziewamy się, aby w końcówce 2025 roku mleczarnie wypłaciły premie. Trend spadkowy może się utrzymać także na początku 2026 r. – ocenia Grabarczyk.
Eksperci na razie unikają precyzyjnych prognoz długoterminowych. Rynek stał się zbyt nieprzewidywalny.
Choroby zwierząt to czynnik ryzyka dla całej Europy
Do czynników ekonomicznych dochodzą te zdrowotne, które mogą w każdej chwili zaburzyć produkcję mleka.
– Z pryszczycą sobie poradziliśmy, ale w Turcji ogniska tej choroby są masowe. Trudno wykluczyć to, że znów dotrze ona do Europy – mówi ekspertka.
Znacznie poważniej wygląda sytuacja z chorobą niebieskiego języka, której przypadki szerzą się w wielu krajach UE, w tym również w Polsce. Do 12 grudnia potwierdzono już 44 ogniska. Brak depopulacji stad nie oznacza bowiem braku szkód. Choroba powoduje spadek płodności i ogólne problemy w rozrodzie. Wysokie, nienaturalne jak na zimę temperatury sprzyjają wektorom choroby czyli owadom z rodzaju Culicoides. Na listopadowym posiedzeniu Copa-Cogeca kraje członkowskie poinformowały o jeszcze jednym zagrożeniu. W Hiszpanii i Francji wykryto przypadki guzowatej choroby skóry bydła (LSD).
– Jeśli te jednostki się rozprzestrzenią, dojdzie do spadku pogłowia. To podniosłoby ceny, ale nie jest to scenariusz, którego komukolwiek życzymy – zaznacza Grabarczyk.
tekst i fot. Mirosław Lewandowski
Cały tekst można przeczytać w wydaniu 01/2026 miesięcznika „Przedsiębiorca Rolny”
Komentarze
Brak komentarzy