W wieprzowinie status quo

2026-03-18

Niskie pogłowie trzody chlewnej, problemy z opłacalnością produkcji oraz dalsza presja na import prosiąt z zagranicy. To stałe cechy sektora wieprzowiny w Polsce. W swoim zestawieniu za cały ubiegły rok potwierdził je Główny Urząd Statystyczny. O tym, że hodowlany biznes to nie tylko statystyka, ale realne problemy, hodowcy przypominali posłom w Sejmie. Tam sytuacji na rynku wieprzowiny poświęcono obrady komisji rolnictwa i rozwoju wsi. Burzliwa dyskusja na Wiejskiej w Warszawie trwała blisko 3 godziny.

Mimo stagnacji Polska pozostaje jednym z większych producentów wieprzowiny w Unii Europejskiej. Kondycja sektora oraz jego perspektywy odbiegają jednak od tego, co dzieje się na innych mięsnych rynkach w Polsce: największym rynku drobiu oraz najsilniej rozwijającym się rynku wołowiny. Co prawda w minionym roku pogłowie trzody chlewnej w naszym kraju nie spadło, ale w zasadzie na tym pozytywne informacje można by zakończyć. Zwiększa się uzależnienie od prosiąt importowanych, realnym zagrożeniem pozostaje afrykański pomór świń, zaś inwestycje bez stabilnego wsparcia to ryzyko tylko dla prosperujących.

Gorąco w Sejmie

Bieżącej sytuacji w branży przyjrzano się 12 lutego podczas obrad sejmowej komisji rolnictwa i rozwoju wsi. Hodowcy, którzy przyjechali do stolicy na spotkanie ze swoimi reprezentantami, mówili im o szeregu bolączek, które na co dzień trapią ich gospodarstwa: o cenach skupu w okolicach 4,50 zł za kilogram żywca, o braku realizacji planów odstrzału dzików, jak również o niskim odsetku utrzymywanych w chlewniach loch w relacji do innych kategorii hodowlanych. Przedstawiciele władzy i głównych urzędów potwierdzali te diagnozy: tak niskich cen skupu nie było od trzech lat, ASF u dzików to wciąż realne zagrożenie dla trzody chlewnej, natomiast loch ubywa za sprawą sprowadzania na dalszy tucz prosiąt z zagranicy. – W poprzednim roku liczba przypadków afrykańskiego pomoru świń u dzików wyniosła 3429, w bieżącym, do 12 lutego, blisko 230. Przełożyło się to na 18 ognisk u trzody chlewnej w 2025 r. Ostatnie odnotowaliśmy w październiku. Oznacza to, że pod koniec stycznia z terytorium Polski mogły całkowicie zniknąć po raz pierwszy od 12 lat tak zwane strefy czerwone z największymi restrykcjami dla hodowców – przypominał główny lekarz weterynarii Paweł Meyer.

Rolnicy i politycy zgodnie dostrzegali, że za utrzymującym się widmem nawrotu ASF w Polsce stoi populacja dzików niedostatecznie redukowana przez myśliwych z Polskiego Związku Łowieckiego. Przedstawiciel tej instytucji mówił na forum komisji o odstrzale za cały poprzedni sezon rzędu 264 tys. sztuk tych zwierząt.– Jak to się zatem dzieje, że wedle dostępnych źródeł ich populacja nie zmalała, a wręcz wzrosła? Państwo daje myśliwym za darmo zwierzynę wykarmioną na polach rolników, jej pozyskiwanie samo w sobie jest biznesem, bo do tego mają przecież za to płacone. Myśliwi nie strzelają do loch, bo w ten sposób regulują przyszłą populację dzików. Rosną nowe sztuki, a natura ma możliwość, by zapętlać ten cykl. ASF to choroba trudna do zwalczenia, ale ja mam wrażenie, że mówię o tych samych rzeczach od 12 lat. Myśliwi, weźcie się porządnie do depopulacji dzika – grzmiał lider rolniczego OPZZ-u Sławomir Izdebski.

Tito

fot. Mirosław Lewandowski

Cały tekst można przeczytać w wydaniu 03/2026 miesięcznika „Przedsiębiorca Rolny”

Zapoznałem się z informacją o
administratorze i przetwarzaniu danych

Komentarze

Brak komentarzy