Spór dookoła Mercosur nie maleje
2026-02-23
To umowa dalece wykraczająca, poza realia rolnicze czy ekonomię. To oś sporu między państwami członkowskimi a nawet… organami Unii Europejskiej. Historia finalizowania umowy z grupą Mercosur to jeden z najbardziej burzliwych momentów w najnowszych dziejach Wspólnoty.
Sporo działo się też na początku bieżącego roku, gdy w teorii wszystko miało być już rozstrzygnięte. O ile faktycznie doszło do parafowania umowy, o tyle jej treść zbadać ma unijny trybunał. Do tego czasu porozumienie ma obowiązywać jako prowizorium, a i ta konstrukcja może napotkać na dalszą obstrukcję i presję ze strony jej krytyków.
Największa strefa wolnego handlu
Największa na świecie umowa gospodarcza Unii Europejskiej z grupą krajów zrzeszonych w Mercosur (Argentyna, Brazylia, Paragwaj, Urugwaj) doczekała się finalizacji po ponad 25 latach. Równie wiele, co o treści dokumentu mówi się o stylu, w jakim go przyjmowano, szczególnie na poziomie UE. Warunki dostępu do europejskich rynków rolnych do końca ustalano bez planu. Także sam sposób ich zatwierdzania pozostawił niesmak nie tylko wśród sceptycznie nastawionych do tej umowy producentów rolnych. Umowa liczy tysiące stron, składa się z dwóch części: politycznej i handlowej. Kluczowe założenia ujęto w preambule rozwijając zasady współpracy w 23 rozdziałach. Żaden inny aspekt nie był przedmiotem tak gorących negocjacji jak wspomniany dostęp do unijnych rynków rolnych. Ostatnim ustaleniom towarzyszyły liczne protesty w Europie (także centralna manifestacja w Warszawie), opór w europarlamencie i twarde słowa krytyki od polityków z państw członkowskich UE. Pojawił się także wniosek o odwołanie przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, która chciała szybkiego złożenia podpisów pod umową. Podpisy się pojawiły, ale eurodeputowani przypomnieli o swojej roli w ratyfikacji umowy kierując ją do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. To zaś odwlekło głosowanie zatwierdzające transatlantycką współpracę.
Komisja postawiła na czas, nie dialog
O tym, że umowa UE – Mercosur została podpisana 17 stycznia w paragwajskim Asuncion zdecydowały dwa aspekty. Pierwszym z nich było fiasko rozmów na ostatnim w 2025 r. szczycie Rady Europejskiej. W grudniu sceptycznie na temat warunków współpracy z partnerami z Ameryki Południowej wypowiedziały się władze Polski, Francji i Włoch, co ustanowiło de facto „mniejszość blokującą” w Radzie. Wskutek tych wydarzeń powstał drugi, decydujący czynnik. Dostrzegając zniecierpliwienie południowoamerykańskich partnerów oraz rosnącą listę zastrzeżeń krytyków umowy w UE, Komisja Europejska postanowiła dopiąć negocjacje i bez dbania o konwenanse czym prędzej poddać dokument pod ponowne głosowanie.
Taka postawa wynikała również z faktu, że kolejnych zabezpieczeń dla rynków rolnych stanowczo domagała się grupa europarlamentarzystów (wśród nich m.in. Krzysztof Hetman czy Dariusz Joński z frakcji Europejskiej Partii Ludowej). Komisja Europejska postanowiła od początku stycznia ignorować jakiekolwiek próby przedłużania dyskusji o korektach i aby było to skuteczne… wpłynęła na działania cypryjskiej prezydencji. To Nikozja zdecydowała o wykluczeniu z procedury wstępnego zatwierdzania umowy z Mercosur Parlamentu Europejskiego, ostateczną decyzję pozostawiając ambasadorom krajów członkowskich. Zgodnie z unijnymi traktatami takie rozwiązanie dało szansę przyjęcia tymczasowej umowy z Mercosur w części handlowej.
Głosowanie poprzedziło jeszcze nadzwyczajne spotkanie ministrów rolnictwa z grupą unijnych komisarzy (m.in. odpowiedzialnym za rolnictwo Christophem Hansenem) 7 stycznia: – Chcielibyśmy zablokować tę umowę, takie jest stanowisko polskiego rządu od początku, ale widząc problem ze zbudowaniem mniejszości blokującej, musimy wypracować jak najlepsze zabezpieczenia rolników na przyszłość – podsumowywał serię rozmów w Brukseli minister rolnictwa, Stefan Krajewski.
tito
fot. Magdalena Kowalczyk
Cały tekst można przeczytać w wydaniu 02/2026 miesięcznika „Przedsiębiorca Rolny”
Komentarze
Brak komentarzy