Tradycja i nowoczesność

2026-02-23

Remontując i modernizując gospodarstwo, stara się łączyć nowoczesne rozwiązania z poszanowaniem tradycji, zachowując charakterystyczne i historyczne elementy zabudowań. Jednocześnie prowadzi gospodarstwo w sposób nowoczesny i przemyślany, dokładnie analizując koszty produkcji i inwestycji, aby systematycznie zwiększać jego rentowność.

Bartosz Rolewicz z Okonina koło Grudziądza w woj. kujawsko-pomorskim prowadzi rodzinne gospodarstwo rolne, które zostało przejęte przez jego przodków ponad 100 lat temu.

Gospodarstwo zakupił mój pradziadek Władysław w 1919 r., a więc zaledwie rok po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Było to siedmioletnie gospodarstwo poniemieckie wraz z pełną zabudową. Do dziś zachowały się i są użytkowane dwa obiekty, w tym dom mieszkalny oraz stodoła – wspomina Bartosz Rolewicz. – Wcześniej mój pradziadek zajmował się handlem trzodą chlewną. Skupował świnie na terenie zaboru rosyjskiego, a następnie sprzedawał je w zaborze pruskim, co pozwoliło mu zgromadzić kapitał, dzięki któremu mógł zakupić gospodarstwo.

Zrezygnował z nierentownego tuczu

Kolejnymi spadkobiercami byli dziadek Tadeusz, a następnie ojciec Bartosza, również Tadeusz. Każdy z właścicieli nie tylko przejmował rodzinny majątek, lecz także konsekwentnie go rozwijał, dostosowując gospodarstwo do zmieniających się realiów rolnictwa.

Jestem czwartym pokoleniem prowadzącym to gospodarstwo. Rolnikiem zostałem w 2008 r., kiedy tata przekazał mi pierwsze 15 ha, a ja skorzystałem z programu Młody Rolnik. Do 2017 r. pracowałem razem z tatą, który w sierpniu przeszedł na emeryturę. Od ośmiu lat zarządzam gospodarstwem samodzielnie, jednak w trudnych decyzjach często korzystam z jego doświadczenia i rad. W 2018 r. zwiększyłem liczbę macior z 24 do 36 sztuk i prowadziłem produkcję tuczników w cyklu zamkniętym – wspomina Bartosz Rolewicz.

Zwierzęta były żywione paszami własnej produkcji w oparciu o groch, bobik, jęczmień, owies oraz niewielkie ilości poekstrakcyjnej śruty sojowej pochodzącej z zakupu. Taki system żywienia pozwalał na znaczne oszczędności, jednak z biegiem lat sytuacja uległa pogorszeniu. W wyniku nasilających się wiosennych susz plony grochu spadły z poziomu około 5 ton z hektara do 3-3,5 t/ha, co znacząco ograniczyło dostęp do białkowych komponentów pochodzących z własnej produkcji. W efekcie gospodarstwo coraz częściej zmagało się z dylematem dalszego utrzymywania produkcji zwierzęcej. Bartosz przez długi czas rozważał jej likwidację, inspirując się m.in. artykułem o koncernie Sony, który zamknął nierentowny dział swojej działalności.

Przeanalizowałem wówczas dokładnie swoją produkcję i doszedłem do wniosku, że dochody z tuczu świń są zbyt niskie. Postanowiłem więc skoncentrować się wyłącznie na produkcji roślinnej – wyjaśnia. Ostatecznie z chowu trzody chlewnej zrezygnował w 2022 r.

Do podjęcia tej decyzji przyczyniło się również realne zagrożenie wirusem afrykańskiego pomoru świń (ASF), który zbliżał się do województwa. Po konsultacjach z inspekcją weterynaryjną nie uzyskał on jednoznacznych odpowiedzi dotyczących losu magazynowanego zboża w przypadku pojawienia się wirusa w gospodarstwie. Dodatkowo rolnik użytkował wówczas dwie chlewnie z 1988 oraz 2003 r., które były już w znacznym stopniu wyeksploatowane. Stanął więc przed trudnym wyborem: kosztowny remont lub budowa nowej chlewni albo całkowita rezygnacja z produkcji zwierzęcej. Po przeanalizowaniu wszystkich argumentów „za” i „przeciw” zdecydował się zakończyć produkcję zwierzęcą i skupić działalność gospodarstwa wyłącznie na uprawie roślin.

Podpisał kontrakt z cukrownią

Obecnie rolnik z Okonina gospodaruje na powierzchni 104 ha, z czego 20 ha stanowią grunty dzierżawione. W prowadzeniu gospodarstwa wspiera go solidne zaplecze merytoryczne, zdobyte podczas studiów na Politechnice Bydgoskiej im. Jana i Jędrzeja Śniadeckich na kierunku agrobiznes.

Po likwidacji świń długo zastanawiałem się, w jaki sposób zwiększyć rentowność gospodarstwa. Rozważałem m.in. uprawę ziół i warzyw, jednak wiązałoby się to z koniecznością zatrudnienia dodatkowych pracowników, co w obecnych realiach nie jest łatwe. Ostatecznie zdecydowałem się skoncentrować na uprawach, które jestem w stanie prowadzić samodzielnie. W tym celu skierowałem pismo do Grupy Nordzucker z propozycją nawiązania współpracy. Moment okazał się sprzyjający, ponieważ był to okres spadku cen buraków cukrowych w, wyniku czego wielu rolników zrezygnowało z ich uprawy, co stworzyło dla mnie możliwość podpisania kontraktu z cukrownią – wyjaśnia przedsiębiorca rolny.

Obecnie uprawia on 54 ha pszenicy, 30 ha rzepaku, 16 ha buraków cukrowych oraz 4 ha owsa, które trafia do znajomych utrzymujących konie.

tekst i fot. Remigiusz Kryszewski

Cały tekst można przeczytać w wydaniu 02/2026 miesięcznika „Przedsiębiorca Rolny”

Zapoznałem się z informacją o
administratorze i przetwarzaniu danych

Komentarze

Brak komentarzy