Zarządzanie ryzykiem w WPR: dlaczego system nie chroni gospodarstw towarowych
2026-02-23
Zarządzanie ryzykiem od lat figuruje wśród priorytetów Wspólnej Polityki Rolnej, zwłaszcza w warunkach rosnącej zmienności rynków i coraz częstszych zdarzeń klimatycznych. W praktyce jednak gospodarstwa towarowe rzadko korzystają z instrumentów, które miały stabilizować dochody i ograniczać skutki kryzysów.
Co UE nazywa „zarządzaniem ryzykiem”
Unia Europejska przez „zarządzanie ryzykiem” rozumie zestaw instrumentów finansowych i administracyjnych, które mają ograniczać skutki strat w gospodarstwie oraz stabilizować dochód rolnika. W ramach WPR są to przede wszystkim ubezpieczenia upraw i zwierząt z dopłatą publiczną, instrumenty stabilizacji dochodu, rezerwy kryzysowe oraz mechanizmy nadzwyczajnego wsparcia uruchamiane przez państwa członkowskie. Na poziomie regulacyjnym system jest kompletny: ryzyko zostało zdefiniowane, a odpowiedzialność podzielona między UE, państwo i rolnika.
W praktyce WPR traktuje ryzyko jako zdarzenie incydentalne, możliwe do ubezpieczenia lub kompensacji po fakcie, a nie jako trwały element funkcjonowania rynku. Dla gospodarstw oznacza to, że system opisany w przepisach nie odpowiada realnemu charakterowi ryzyka, z jakim mierzą się na co dzień.
Dlaczego system nie działa w praktyce
Problem pojawia się już na poziomie pojedynczego gospodarstwa towarowego. Teoretycznie większa skala produkcji oznacza większą zdolność do dywersyfikacji i łatwiejszy dostęp do instrumentów finansowych. W praktyce jednak właśnie duże gospodarstwa częściej napotykają bariery regulacyjne i administracyjne, które ograniczają opłacalność korzystania z dostępnych narzędzi.
Zwraca na to uwagę prof. Jacek Kulawik z Zakładu Finansów i Zarządzania Ryzykiem IERiGŻ:
– Duże gospodarstwa mają teoretycznie większe możliwości zarządzania ryzykiem, ale jednocześnie to wobec nich częściej stosowane są mechanizmy wykluczające, np. w postaci unijnego cappingu. W praktyce im więcej instrumentów się pojawia, tym niższa bywa ich ogólna efektywność ekonomiczna – działa tu swoisty paradoks efektywności. Do tego współczesne zarządzanie ryzykiem coraz częściej opiera się na złożonej inżynierii finansowej i cyfrowej, co może prowadzić do luki kompetencyjnej po stronie gospodarstw.
W efekcie przy większej skali produkcji instrumenty wsparcia tracą sens ekonomiczny i nie pełnią funkcji realnej stabilizacji dochodu.
Dlaczego duże gospodarstwa omijają instrumenty ryzyka
Choć WPR formalnie przewiduje szeroki zestaw narzędzi zarządzania ryzykiem, ich wykorzystanie przez duże gospodarstwa pozostaje ograniczone. Problem tkwi w konstrukcji samych instrumentów oraz trudności ich wdrożenia w realiach polskiego rolnictwa towarowego.
Na te ograniczenia zwraca uwagę dr inż. Michał Soliwoda z Zakładu Finansów i Zarządzania Ryzykiem IERiGŻ:
– WPR potencjalnie przewiduje różne narzędzia zarządzania ryzykiem, m.in. dotowane ubezpieczenia upraw i zwierząt, środki nadzwyczajne na rynkach rolnych, organizacje Mutual Funds czy Instrument Stabilizacji Dochodów – IST. Dwa ostatnie mają raczej charakter eksperymentalny i są ograniczone do kilku regionów w UE. Wdrożenie ich w realiach polskiego rolnictwa byłoby niezwykle trudnym przedsięwzięciem – podkreśla ekspert IERiGŻ.
Z badań Zakładu Finansów i Zarządzania Ryzykiem opartych na danych Polskiego FADN wynika, że w latach 2014-2023 z dotowanych ubezpieczeń upraw korzystało ok. 17 proc. gospodarstw określanych jako duże (czyli o wartości Standardowej Produkcji od 100 tys. do poniżej 500 euro rocznie), podczas gdy średnia dla całej próby wynosiła niespełna 9 proc. Najczęściej były to gospodarstwa wyspecjalizowane w uprawach polowych.
– Część rozwiązań krajowych nie została dostatecznie dostosowana do specyfiki dużych gospodarstw, szczególnie tych o większej specjalizacji produkcyjnej i ekspozycji na ryzyko cenowe, a także ich pozycji w rolno-spożywczym łańcuchu wartości. Ograniczone wykorzystanie instrumentów zarządzania ryzykiem przez duże gospodarstwa jest wypadkową konstrukcji samych narzędzi, specyfiki zarządzania dużymi podmiotami oraz możliwości wdrażania na poziomie krajowym – podsumowuje dr Soliwoda.
Albert Katana
Fot. Dariusz Kucman
Cały tekst można przeczytać w wydaniu 02/2026 miesięcznika „Przedsiębiorca Rolny”
Komentarze
Brak komentarzy