Zapraszamy
na strony czasopism wydawnictwa:

Rolnik DzierżawcaNowoczesna UprawaRolniczy Przegląd TechnicznyHoduj z głową bydłoHoduj z głową świnie


Sonda
Jak oceniasz swoje zbiory kukurydzy na kiszonkę?
 
Dobrze
Źle
Trudno powiedzieć


Artykuł z numeru: 12/2017

Rybacy żyją nadzieją


Zarabiają na sprzedaży ryb ze stawów i jezior, sprzedaży materiału zarybieniowego oraz zezwoleń wędkarskich. –
Jakoś sobie radzimy, chociaż ograniczamy inwestycje, ponieważ od dwóch lat nie otrzymujemy dopłat wodno-środowiskowych – mówi Tadeusz Nowicki, prezes Gospodarstwa Rybackiego Włocławek z siedzibą w Szpetalu Górnym.

Gospodarstwo Rybackie Włocławek sp. z o.o. powstało na bazie Państwowego Gospodarstwa Rybackiego Włocławek, które w 1980 r. zostało wydzielone z Państwowego Gospodarstwa Rybackiego Bydgoszcz. W 1991 r. przejęła je Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa. Następnie przeszło restrukturyzację, żeby można je było wydzierżawić w drodze przetargu. W 1993 r. przetarg wygrała spółka pracownicza założona w 1992 r.

- To był pierwszy w Polsce przetarg na dzierżawę gospodarstwa rybackiego – wspomina Tadeusz Nowicki. – Razem z naszym wystawione zostało Gospodarstwo Rybackie Charzykowy. Licytację prowadziła centrala agencji w Warszawie. Stawki czynszu za stawy były dość wysokie – przyznaje.

Pracownicy byłego PGRyb Włocławek wydzierżawili wtedy 420 ha stawów i ponad 4 tys. ha jezior, położonych w dość dużej odległości od siedziby gospodarstwa. – Najdalej mieliśmy do obiektu Chałacie – około 40 kilometrów – mówi prezes Nowicki.

Nie dość, że czynsz dzierżawny był wysoki, umowa dzierżawy musiała zagwarantować zatrudnienie wszystkich 56 pracowników byłego PGRyb. – A wkrótce przyszły bardzo trudne czasy dla producentów karpia, rynki się otwarły, cena ryb spadała. Dlatego zwróciliśmy agencji cały obiekt Chałacie. W ten sposób pozbyliśmy się 300 hektarów stawów. Później sytuacja ekonomiczna zmusiła nas do wyłączenia z dzierżawy obiektu Kijaszkowo ze stawami zajmującymi 70 hektarów. Zostawiliśmy sobie tylko dwa obiekty: Lubraniec i Żuchowo, ukierunkowane głównie na produkcję materiału zarybieniowego. Tak więc teraz mamy pod stawami niecałe 45 hektarów – dodaje prezes Nowicki. Stawy w Żuchowie zostały już wykupione przez spółkę, umowa na dzierżawę obiektu w Lubrańcu kończy się w 2021 r., a na dzierżawę jezior w 2023 r. Spółka będzie chciała przedłużyć obie umowy.

Nie zarobimy na płotkach

W tym roku w stawach pracownicy odłowili 21 t karpia i 1210 kg amura handlowego. Odłowy na jeziorach nie przekraczają 10 kg ryb z ha. W sumie rocznie rybacy odławiają 38-39 t różnych gatunków ryb, wśród których dominują płocie i leszcze oraz karasie (7 t). Pozostałe gatunki to szczupak (2,3 t), sandacz (1,25 t), sielawa (ponad 1 t) i węgorz (ok. 300 kg).

Spółka produkuje na własne potrzeby i na sprzedaż materiał zarybieniowy różnych gatunków. W tym roku wyprodukowała 9900 kg kroczka i 5400 kg narybku karpia, 635 kg kroczka i 40 kg narybku amura, 80 kg narybku tołpygi, 800 kg kroczka i 100 kg narybku karasia oraz 500 kg kroczka i 100 kg narybku lina.

- Opłacalność produkcji ryb słodkowodnych jest stosunkowo niska – twierdzi prezes Nowicki. – Węgorza, sandacza, sielawy i siei, czyli gatunków, które kiedyś dawały rybakom bardzo duże dochody, odławiamy z roku na rok coraz mniej. A przecież nie zarobimy na płotkach, których przetwórniom nie opłaca się przetwarzać, tym bardziej, że dostawy z jezior są sezonowe. Poza tym zapotrzebowanie rynku na gatunki mniej cenne jest niewielkie. Ratunkiem jest dla nas sprzedaż zezwoleń wędkarskich na jeziora.

Kormorany wygrywają z rybakami

Dlaczego szlachetnych gatunków ryb jest w jeziorach coraz mniej? – Winne są kormorany, które w pierwszej kolejności polują na ryby szlachetne – sandacze, liny, węgorze, okonie – wyjaśnia Tadeusz Nowicki. – Kormoran nie będzie gonił za byle płotką. Skąd to wiemy? Analizowane są wypluwki kormoranów. Kiedyś na Zalewie Włocławskim tonami łowiono sandacza. Teraz zalew też jest zarybiany, ale rybacy prawie nie odławiają tego gatunku. To samo jest u nas na jeziorach. Wpuszczamy narybek szlachetnych gatunków i ich nie łowimy. Mimo że nie zarybiamy samym wylęgiem, tylko podchowujemy go do narybku letniego, który ma większe szanse przeżycia. Jednak nie ma efektów, jakich się spodziewaliśmy. Nakłady nie zwracają się.

Straty z powodu żerowania kormoranów, orłów bielików i innych ptaków drapieżnych oraz wydr i norek amerykańskich są różnej wielkości. W Lubrańcu jest to 15 proc. produkcji ryb handlowych, ale w Żuchowie to już ok. 40 proc. Szkody powiększają kłusownicy, dlatego stawy muszą być bez przerwy chronione przez pracowników.

Nie tylko kormorany są wrogiem szlachetnych gatunków ryb. Potrzebują one czystej wody. Tymczasem w jeziorach są zanieczyszczenia organiczne i chemiczne.

Świeże i żywe ryby spółka sprzedaje w swoim punkcie sprzedaży bezpośredniej w Żuchowie oraz mniejszym handlarzom, niekiedy przetwórniom. – Nie mrozimy ryb – zapewnia prezes Nowicki. – Mamy za to wytwornicę lodu i nasze ryby poławiane w jeziorach są lodowane.

Karp droższy niż przed rokiem

Cena karpia w tym roku – jak przewiduje Tadeusz Nowicki – będzie wyższa u producenta o ok. 1 zł/kg w porównaniu z grudniem 2016 r. To niewielka podwyżka, tym bardziej, że przez ostatnie 10 lat ceny prawie się nie zmieniały. W ub.r. cena karpia wynosiła 10,50 zł/kg brutto. – W tym roku chcielibyśmy otrzymać 11,50 złotych za kilogram. Jednak dopiero na początku grudnia będziemy znać ostateczną cenę karpia na okres przedświąteczny. Wszystko zależy bowiem od głównych graczy – dużych gospodarstw rybackich produkujących po 1000 ton ryb oraz od hipermarketów. My musimy dostosować się do rynku – mówi prezes spółki i dodaje: - Nasze karpie są ekologiczne. Żywimy je zbożem, rocznie zużywamy około 130 ton pszenicy i pszenżyta. Ziarno kupujemy u rolników. Nie stosujemy chemikaliów, antybiotyków.

W tym roku nie ma nadwyżek karpi na rynku, cała produkcja jest już zamówiona przez odbiorców. Także w Gospodarstwie Rybackim Włocławek. Brakuje też karpi naszym sąsiadom – Czechom, Węgrom i Litwinom, a więc import tych ryb będzie w tym roku mniejszy. – Teraz największą konkurencją są dla nas Chiny, które bardzo rozwinęły produkcję – twierdzi prezes Nowicki. – Na taką odległość nie można jednak sprowadzać świeżych ryb, tylko mrożone. Tymczasem chiński karp mrożony, chociaż tani (3-4 złote za kilogram) jest niesmaczny i nieestetyczny. Dlatego wykorzystywany jest raczej do przetworów.

Cały tekst można przeczytać w grudniowym numerze miesięcznika „Przedsiębiorca Rolny”

Małgorzata Felińska
Fot. Tytus Żmijewski



Komentarze
Dodaj komentarz
Zobacz wszystkie komentarze
 
© 2013 copyright APRA, wszelkie prawa zastrzeżone