Zapraszamy
na strony czasopism wydawnictwa:

Rolnik DzierżawcaNowoczesna UprawaRolniczy Przegląd TechnicznyHoduj z głową bydłoHoduj z głową świnie


Sonda
Czy Pani/Pana gospodarstwo spełnia wymogi Dyrektywy azotanowej?
 
Tak
Nie
Trudno powiedzieć


Artykuł z numeru: 10/2018

Na szlaku wina i miodu


Mówią, że żyją blisko historii, w zgodzie z naturą, nie wspominają natomiast, jakiego wysiłku to wymaga. Tymczasem doglądanie trzech gospodarstw rolnych, prowadzenie winnicy, pasieki, hodowli koni, pensjonatu, organizacja imprez (także charytatywnych), działalność pozarolnicza oraz podnoszenie z ruin zdegradowanego wcześniej gospodarstwa to tytaniczna praca.

Żaneta i Łukasz Robakowie prowadzą ekologiczne gospodarstwo rolne, jak sami mówią – rozproszone. Najmniejsza część gruntów (21 ha bez siedliska) położona jest w gm. Krasocin koło Włoszczowy w woj. świętokrzyskim, gdzie wychowywał się rolnik (jego żona pochodzi z Płocka). Największa część areału – 256 ha – leży koło Kostrzyna nad Odrą (woj. lubuskie). Trzecia część to 40-hektarowe gospodarstwo z 2-hektarowym historycznym siedliskiem, z dworem, stajniami, budynkami gospodarczymi i byłą gorzelnią, położone w Pszczewie, także w woj. lubuskim. W sumie młodzi rolnicy mają ok. 320 ha.

Ziemię i budynki kupili od Agencji Nieruchomości Rolnych na przetargach. W 2004 r. grunty w Kostrzynie nad Odrą. Wtedy z premii dla młodego rolnika Łukasz Robak opłacił wadium, a kupno gruntów sfinansował kredytem dla młodego rolnika z dopłatą Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa.

- Później chcieliśmy dokupić ziemię w okolicy Kostrzyna nad Odrą – wspomina przedsiębiorca. – Pracownicy ANR powiedzieli nam jednak, że nie mają już tam nieruchomości Skarbu Państwa na sprzedaż i jednocześnie polecili pałac z gorzelnią i zabudowaniami gospodarczymi oraz 18 hektarami użytków rolnych, a dokładnie łąk, w Pszczewie koło Międzyrzecza. Gospodarstwo ze starymi, historycznymi zabudowaniami w przepięknej okolicy (sześć jezior o krystalicznie czystej wodzie w promieniu jednego kilometra) sąsiaduje z Pszczewskim Parkiem Krajobrazowym. Zakochałem się w Pszczewie od pierwszego wejrzenia i w 2005 roku kupiłem gospodarstwo, także na kredyt dla młodego rolnika. Nazwałem je, nawiązując do historycznej nazwy, Folwark Pszczew.

Łąki

We wszystkich gospodarstwach Żanety i Łukasza Robaków są użytki zielone. W powiecie włoszczowskimna gruntach ornych rosną mieszanki traw z roślinami motylkowymi. W Kostrzynie nad Odrą i w Pszczewie na trwałych użytkach zielonych tylko mieszanki traw. – Mamy naturalne łąki, a na nich gatunki traw, które tu zastaliśmy. My je tylko odpowiednio pielęgnujemy i zbieramy jeden pokos rocznie, na przełomie czerwca i lipca – wyjaśnia rolnik. – W ten sposób chronimy siedliska ptaków.

Rolnicy trawy koszą kosiarkami, następnie przetrząsarką rozrzucają pokos na całej powierzchni, żeby siano przeschło i zgrabiarką zgarniają je na wały, gdzie dosycha. Po sprawdzeniu wilgotności i jakości siana, dobrze wysuszone jest prasowane w bele i owijane siatką przez prasoowijarkę. Przed sprzedażą rolnicy magazynują bele w stogach i halach.

- Staramy się zbierać siano o długich źdźbłach, jak najwyższej jakości, całkowicie suche, bez żadnych mokrych kawałków, które mogłyby spleśnieć i popsuć balot. Ponieważ sprzedajemy je na paszę dla koni, które są warte od 5 tysięcy do 15 tysięcy euro, musi być idealne – mówi Łukasz Robak. – Nasze ekologiczne siano kupują głównie Niemcy, ale sprzedawaliśmy je już nawet na Cyprze. Mamy stałych odbiorców, szukamy też nowych. W tym roku Niemcy mają duży problem, bo dotknęła ich straszna susza. Deszcz nie padał tam od czterech miesięcy i brakuje im pasz. Nam natomiast w tym roku pogoda dopisała – łąki w dorzeczu Warty i Odry były mokre i siano jest dobrej jakości. Jeśli jednak nie da się go wysuszyć i nie nadaje się na paszę, nie zostawiamy pokosu na łąkach. Zbieramy je i sprzedajemy pobliskiej peleciarni, która produkuje peletna opał.

Użytki zielone należące do gospodarstwa są zmeliorowane, dzięki czemu rolnicy mogą regulować poziom wód. Jeśli deszczu jest za dużo, pracownicy Parku Narodowego „Ujście Warty” (w otulinie którego położone są łąki) odpompowują wodę do rzeki, jeśli brakuje jej na łąkach, wpompowują w kanały, które właściciele pielęgnują i odmulają, tak jak wszystkie inne urządzenia melioracyjne.

Łąk nie nawożą od lat. – Nie musimy – uważa Łukasz Robak. – Łąki są na madach, jest na nich dużo wody zawierającej składniki organiczne. Co jakiś czas sprawdzamy zawartość makroelementów w glebie i nigdy nie odnotowaliśmy niedoborów.

Z hektara rolnicy otrzymują średnio ok. 4 t wysokiej jakości siana. – Sprzedajemy je po około 400 złotych za tonę, a więc z hektara mamy około 1600 złotych – wylicza przedsiębiorca. – Ratują nas dopłaty rolno-środowiskowo-klimatyczne. W naszym przypadku jest to około 1000 złotych do hektara, a więc ponad 300 tysięcy złotych rocznie.

Co będzie, jak dopłat nie będzie? – Będziemy musieli zdecydować się na produkcję zwierzęcą, na przykład chów bydła mięsnego – mówi rolnik.

Winnica

- O tym, że zostanę rolnikiem zdecydowałem, kiedy miałem 19 lat. Uczyłem się wtedy w Liceum Ekonomicznym w Zespole Szkół Rolniczych we Włoszczowie. Wykształcenie rolnicze zdobyłem w szkole średniej, skończyłem również wiele kursów i szkoleń – mówi Łukasz Robak, prawnik, który chciałby w przyszłości ukończyć jeszcze podyplomowe studia na enologii w Akademii Rolniczej w Szczecinie. Jest mu to potrzebne, bo w 2014 r. razem z żoną założył w Pszczewie winnicę.

- 5-hektarowa winnica to nasze „oczko w głowie” – nie ukrywa. Państwo Robakowie winnicę założyli w maju 2014 r., a wino produkują od trzech lat. – Zaczęło się od tego, że na południowej ścianie stajni odkryliśmy metalowe haki do rozciągnięcia rusztowania pod krzewy winorośli dające owoce deserowe – mówią. – Postanowiliśmy więc po ponad100 latach odbudować winnicę w tym samym miejscu. Uczyliśmy się z książek, korzystaliśmy z rad doświadczonych winiarzy. Na początku sprawdziliśmy terroir, czyli warunki glebowe do uprawy winorośli. PGR bardzo zdewastował te ziemie, więc musieliśmy odbudować podłoże. Zrobiliśmy tak: rozebraliśmy starą chlewnię, której ściany przesiąknięte były amoniakiem, skruszyliśmy ten gruz i rozrzuciliśmy go po południowym zboczu, na gliniastej glebie, żeby korzenie krzewów winnych mogły łatwo ją penetrować i korzystać z tego nawozu. Na to ułożyliśmy warstwę obornika bydlęcego, a następnie warstwę ziemi. Dzięki temu, że winnica położona jest na glebie gliniastej, nie grozi jej susza, chociaż nie mamy systemu nawadniania.

Sadzonki na 25 arach posadziła specjalistyczna firma. Wzorem winnic toskańskich czy francuskich na początku i na końcu każdego rzędu rośnie krzew róży. Dlatego, że mączniak prawdziwy najpierw pojawia się właśnie na róży, a dopiero później na winorośli. Jest więc czas na reakcję i ochronę krzewów.

- Na początek chcieliśmy sprawdzić, jakie odmiany są najlepiej przystosowane do naszych warunków – wyjaśniają właściciele. – Dlatego pod winnicę początkowo przeznaczyliśmy mały obszar. Posadziliśmy tam 640 sadzonek odmian przerobowych, czerwonych i białych: Regent, Monarch, Solaris, Johanniter, Riesling, Cabernet Cortis oraz deserowych: Arkadia czy Muscat Blue. Staramy się jak najlepiej wykorzystać zmiany klimatyczne i produkować jak najlepsze trunki. Udaje się. Wtym roku na winobraniu zielonogórskim zdobyliśmy srebrny medal za wino czerwone. To było niespodziewane, zaskakujące wyróżnienie, mobilizujące do dalszego działania – dodają.

W ub.r. założyli kolejną winnicę. Ogrodzili 15 ha i posadzili 26 tys. krzewów na glebie klasy III i IV o pH 7. Podłoże stanowi pokład gliny o głębokości 3 m, która zatrzymuje wodę i winorośl nie cierpi z powodu suszy. Nie ma tu też przymrozków, ponieważ winnica położona jest między sześcioma jeziorami, a w sąsiedztwie są wilgotne łąki, które parują. – Mamy nadzieję, że rocznie produkować będziemy około 30 tysięcy butelek wina, wtedy zaczniemy je sprzedawać nie tylko w gospodarstwie, ale też za pośrednictwem sklepów.

W tym roku z powodu aury zbiór winogron był przyspieszony o miesiąc – zaczął się pod koniec sierpnia. Także uroczyste winobranie odbyło się wcześniej niż w poprzednich latach, czyli 15 września. Przyjechało na nie ok. 2000gości, którzy mogli kupić wino i miód. W drugiej połowie września do zbioru została tylko odmiana Riesling.

Cały tekst można przeczytać w październikowym numerze miesięcznika „Przedsiębiorca Rolny”

Małgorzata Felińska
Fot. Jarosław Pruss



Komentarze
Dodaj komentarz
 
© 2013 copyright APRA, wszelkie prawa zastrzeżone | Polityka prywatności | Regulamin | Regulamin prenumerat